Otwarta książka leży na łożku

Urząd w Lublinie odmówił parze zmiany stanu cywilnego. MSWiA: urzędnik złamał prawo.


Jolanta i Alicja miały w rękach dokument, który powinien zakończyć formalności: transkrypcje aktu małżeństwa zawartego za granica, wpisana do polskich ksiąg stanu cywilnego. Kiedy zgłosiły sie do Urzędu Stanu Cywilnego w Lublinie po zmiane wpisu o stanie cywilnym, kierownik urzędu odmówił. Uzasadnił to wprost: w świetle polskiego prawa kobiety nie są żonami.

Sprawa trafiła do Ministerstwa Cyfryzacji, które nadzoruje działanie rejestrów stanu cywilnego, a następnie do OKO.press. Resort ocenił decyzję urzędnika krytycznie. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, odpowiedzialne za nadzór nad urzędami stanu cywilnego, potwierdziło redakcji jednoznacznie: po dokonaniu transkrypcji urząd ma obowiązek zmienić stan cywilny pary. Kierownik USC w Lublinie złamał wiec przepisy, które sam powinien stosowac.

Co dokładnie odmówiono

Transkrypcja aktu małżeństwa to procedura administracyjna: zagraniczny dokument stanu cywilnego zostaje przepisany do polskich księg na podstawie ustawy Prawo o aktach stanu cywilnego. To osobna czynność od pytania, czy dane małżeństwo jest w Polsce uznawane za małżeństwo w rozumieniu Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Właśnie na tym rozróżnieniu zbudował swoją odmowę urzędnik z Lublina. Skoro Konstytucja w art. 18 definiuje małżeństwo jako zwiazek kobiety i mężczyzny, uznał, że wpisanie aktu do rejestru nie może pociągać ze sobą zmiany statusu cywilnego dwóch kobiet.

Problem w tym, ze transkrypcja i zmiana stanu cywilnego to w polskim systemie prawnym dwa następujące po sobie kroki tej samej procedury, nie dwie oddzielne decyzje, między którymi urzędnik może sobie wybierać. Skoro państwo przyjęło dokument i wpisało go do rejestru, konsekwencja w postaci aktualizacji danych osobowych powinna nastąpić automatycznie. Stanowisko MSWiA dla OKO.press to potwierdza. Kierownik urzędu w Lublinie postanowil jednak, że zastosuje własną interpretację przepisów, mimo że nie ma do tego kompetencji.

Loteria zależna od urzędnika

Stan cywilny w rejestrze PESEL nie jest formalnością bez znaczenia. Od niego zależy m.in. możliwość wspólnego rozliczenia podatkowego, dziedziczenie ustawowe bez sporządzania testamentu, prawo do informacji medycznej o partnerce w szpitalu czy zaświadczenia wymagane przy załatwianiu spraw urzędowych, w których trzeba wykazać stan cywilny. Dla par jednopłciowych, które zawarły małżeństwo za granica, transkrypcja aktu bywa jedynym dostępnym w Polsce narzędziem, zeby te sprawy móc w ogóle uregulować.

Efekt jest taki, że dostęp do tych praw zależy dziś od tego, na jakiego urzędnika trafi konkretna para. Część kierowników USC transkrybuje akty i aktualizuje dane bez oporów, inni odmawiają, powołując się na klauzule porządku publicznego albo, jak w Lublinie, na własną wykładnię Konstytucji. Każdy taki przypadek kończy sie tym samym: para musi ingerować w spór z urzędnikiem, pisać do ministerstwa, czekać na interwencje z Warszawy, zamiast załatwić sprawe w jednym okienku, tak jak robi to każda inna nowożenna para po powrocie z zagranicznego ślubu.

Prawo bez ustawy

Sytuacje takie jak sprawa Jolanty i Alicji sa bezpośrednim skutkiem tego, że Polska nie ma dotąd ustawy regulującej związki osób tej samej płci. Rząd Donalda Tuska zapowiadał wprowadzenie ustawy o związkach partnerskich jako jeden z elementów umowy koalicyjnej i obietnic przedwyborczych. Projekt utknął w pracach legislacyjnych, a osoby, których to dotyczy, muszą w międzyczasie układać swoje życie z pomocą przepisów pisanych z myślą o zupełnie innych sytuacjach, jak transkrypcja aktu stanu cywilnego, i liczyć na to, że wylosowany urzędnik zna przepisy lepiej niż kierownik USC w Lublinie.

Dopóki w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym nie pojawi się jasna regulacja praw par jednopłciowych, każda taka sprawa będzie załatwiana osobno, w trybie interwencji ministerstwa albo skargi do sądu administracyjnego. To koszt, który ponoszą konkretni ludzie, nie system, ani rząd. Jolanta i Alicja doczekały się stanowiska MSWiA po tym, jak ich sprawa trafiła do mediów. Nie każda para ma na to czas, siły i medialny słuch po drugiej stronie, a chcą tylko jednej rzeczy - normalnego traktowania i równości w świetle prawa.

Regiony: polska lubelskie
Redakcja relacje.news
Redakcja relacje.news

Zespół redakcyjny serwisu relacje.news.

Komentarze