Na polskich uczelniach trwa fala cięć w naukach humanistycznych i społecznych: łączenie kierunków o niskim naborze, redukcja etatów, zamykanie specjalności uznanych za nierentowne. Decyduje o tym algorytm finansowania, który liczy punkty, publikacje i studentów, a nie wartość badań dla społeczeństwa.
Jak działa algorytm
Uczelnie publiczne dostają z budżetu subwencję, której wysokość zależy w dużej mierze od wyników ewaluacji dyscyplin naukowych, przeprowadzanej co kilka lat przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Dyscyplina otrzymuje kategorię od A+ do C. Niższa kategoria oznacza mniej pieniędzy, ograniczone prawo do prowadzenia doktoratów i słabszą pozycję w kolejnym rozdaniu środków. System ten wprowadziła reforma szkolnictwa wyższego z 2018 roku, znana jako Konstytucja dla Nauki.
Ocena dyscypliny opiera się głównie na liczbie publikacji w czasopismach z ministerialnej listy punktowanej. Ten mechanizm, potocznie nazywany punktozą, premiuje krótkie artykuły w rozpoznawalnych czasopismach anglojęzycznych. Historykowi badającemu polski XIX wiek czy socjolożce analizującej lokalną wspólnotę trudniej spełnić te kryteria niż inżynierowi publikującemu w międzynarodowym obiegu technicznym. Dodatkowym mnożnikiem nierówności jest program Inicjatywa Doskonałości - Uczelnia Badawcza, który koncentruje dodatkowe finansowanie na wąskiej grupie uczelni uznanych za “flagowe”, pogłębiając dystans wobec reszty systemu.
Kto zyskuje, kto traci
Kierunki inżynierskie, informatyczne i zarządzania łatwiej spełniają kryterium “umiejętności rynkowych”, bo szybciej przyciągają płacących studentów studiów niestacjonarnych i łatwiej wykazać ich powiązanie z zapotrzebowaniem pracodawców. Wydziały humanistyczne i społeczne, gdzie badania są tańsze w prowadzeniu, ale trudniejsze do przedstawienia jako bezpośrednio użyteczne dla gospodarki, systematycznie tracą udział w podziale środków. Filologie rzadszych języków, etnologia, kulturoznawstwo czy filozofia trafiają na listę kierunków do likwidacji jako pierwsze, mimo że koszt ich utrzymania bywa niższy niż kierunków technicznych wymagających laboratoriów.
Konsekwencje ponoszą przede wszystkim pracownicy naukowi. Presja publikacyjna wymusza zatrudnienie na krótkich kontraktach, doktoraty finansowane stypendiami zamiast etatami i konkurowanie o punkty kosztem czasu poświęconego studentom. Młodzi badacze nauk społecznych i humanistycznych coraz częściej wyjeżdżają za granicę albo rezygnują z kariery akademickiej na rzecz sektora prywatnego, gdzie ich kompetencje analityczne są cenione, ale bez związku z badaniami naukowymi.
Co tracą studenci i społeczeństwo
Studenci odczuwają skutki tego bezpośrednio: grupy seminaryjne się łączą, liczba wykładowców na kierunek spada, a niszowe specjalizacje znikają z oferty, zanim ktokolwiek zdąży je wybrać. Uczelnia, która musi utrzymać wynik ewaluacji, przestaje traktować kształcenie humanistyczne jako wartość samą w sobie i zaczyna je traktować jako koszt do zminimalizowania.
Dalszy skutek dotyczy jakości debaty publicznej. Nauki humanistyczne i społeczne uczą czytania źródeł, rozpoznawania manipulacji retorycznej, analizy mechanizmów władzy i mediów. Ich osłabienie zbiega się z rosnącym zjawiskiem wtórnego analfabetyzmu: umiejętnością technicznego odczytania tekstu bez zdolności do jego krytycznej interpretacji. Społeczeństwo, w którym słabnie zaplecze badawcze zajmujące się analizą dyskursu i władzy, traci narzędzia do obrony przed dezinformacją i populizmem w momencie, gdy są one najbardziej potrzebne.
Polityczny wybór, nie prawo natury
Algorytm finansowania nauki nie spadł z nieba. To efekt decyzji politycznej sprzed lat, która kazała traktować wiedzę jak produkt mierzony stopą zwrotu, a uczelnię jak firmę konkurującą o klienta. Zmiana tego stanu rzeczy wymaga oderwania podstawowego finansowania uczelni od doraźnej użyteczności rynkowej kierunków i zagwarantowania humanistyce oraz naukom społecznym stabilnego budżetu, niezależnego od wahań koniunktury na rynku pracy. Bez tego kolejne ewaluacje będą tylko przyspieszać proces, który już dziś nazywa się w środowisku akademickim apokalipsą.

Komentarze