Nocny widok na oświetlony portowy kompleks przemysłowy z basenem na pierwszym planie
Felieton

Ropa po 120 dolarów i rosnące zyski. Kto inkasuje kryzys energetyczny


Przez pierwsze sześć dni wojny z Iranem Stany Zjednoczone wydały 11 miliardów dolarów. Na giełdach licznik ruszył wcześniej. Akcje Lockheed Martina podrożały o 3%, Northrop Grumman — o 5%, Raytheon — o 4,5%. Ten ostatni zyskał ponad 100% wartości od 2023 roku. Żadna z tych spółek nie musiała czekać na wynik działań zbrojnych, żeby odnotować sukces finansowy.

Mechanizm jest prosty. Konflikt zbrojny zakłóca łańcuchy dostaw, a zakłócenie łańcuchów dostaw winduje ceny surowców. Brent oscyluje dziś w okolicach 120 dolarów za baryłkę — najwyżej od czterech lat. Jeśli Cieśnina Ormuz pozostanie zablokowana przez irańską flotę do połowy maja, analitycy JPMorgan prognozują przekroczenie 150 dolarów. Tą trasą przepływa normalnie jedna piąta globalnych dostaw ropy i LNG. Zakłócenia objęły już 12–15 milionów baryłek dziennie, czyli około 15% światowej podaży.

OPEC+ odpowiedziała na zakłócenia decyzją o zwiększeniu limitów produkcji o 206 tysięcy baryłek dziennie od maja. Sygnał polityczny był wyraźny — próba schłodzenia cen — ale skala korekty jest nieadekwatna do dziury. Regionalne władze w strefie konfliktu szacują, że przywrócenie normalnego wydobycia potrwa miesiące, zakładając natychmiastowe zakończenie walk i otwarcie szlaków żeglugowych.

Europejskie koncerny paliwowe mają w tym czasie liczyć na 24 miliardy euro dodatkowego zysku. Do 30 marca — niecały miesiąc od wybuchu konfliktu — nadmiarowe zyski wyniosły już 1,3 miliarda euro. Wzrost cen na stacjach paliw i u dystrybutorów energii nie jest żadną katastrofą naturalną. To transfer dochodów: od konsumentów i podatników do akcjonariuszy spółek paliwowych.

Zbrojenia i kapitał

Po drugiej stronie bilansu zysku stoi przemysł zbrojeniowy. Warto przyjrzeć się jednemu konkretnemu przypadkowi, bo dobrze ilustruje, jak wygląda granica między polityką państwową a prywatnym interesem — albo raczej: jak ta granica przestaje istnieć.

Steve Feinberg, potwierdzony w marcu 2025 roku na stanowisko wiceministra obrony USA, zbudował majątek wyceniany na 5 miliardów dolarów przez fundusz private equity Cerberus Capital Management. Cerberus ma udziały w firmach świadczących usługi serwisu lotniczego, szkolenia wojskowego, testowania broni hipersonicznej i infrastruktury telekomunikacyjnej dla administracji federalnej. Co najmniej cztery z tych podmiotów zdążyły uzyskać kontrakty w ramach inicjatywy Golden Dome — projektu tarczy przeciwrakietowej, nad którym nadzór sprawuje sam Feinberg jako wiceminister.

Eisenhower ostrzegał przed tym modelem w 1961 roku, używając terminu „kompleks militarno-przemysłowy". Mówił o systemie działającym poza kontrolą demokratyczną. Siłą tego ostrzeżenia jest to, że dotyczy struktury, nie konkretnych aktorów. Feinberg to symptom, nie anomalia. Granica między interesem publicznym a prywatną inwestycją nie przebiega między instytucjami — często przecina te same biografie.

Pięć krajów, jedna propozycja

4 kwietnia 2026 roku Niemcy, Włochy, Hiszpania, Portugalia i Austria wystosowały do Komisji Europejskiej wspólne wezwanie do wprowadzenia podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów energetycznych. Argumentacja była bezpośrednia: „Ci, którzy czerpią korzyści z konsekwencji wojny, muszą się dołożyć." Wpływy miałyby sfinansować tymczasową pomoc dla konsumentów i ograniczyć inflację bez dodatkowego zadłużania budżetów publicznych.

Ci, którzy czerpią korzyści z konsekwencji wojny, muszą się dołożyć.

Polska znalazła się na marginesie tej inicjatywy. Minister Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz wyraziła poparcie dla podatku od nadmiernych marż. Premier Donald Tusk wymienił nadzwyczajny podatek wśród możliwych rozwiązań. Żadne z tych sygnałów nie przełożyło się jak dotąd na formalne stanowisko wobec unijnego wniosku.

Pomysł windfall tax nie jest nowy. UE stosowała podobny mechanizm w 2022 roku po inwazji Rosji na Ukrainę. Wtedy też pojawiły się te same argumenty: zyski spółek energetycznych wynikają nie z własnych inwestycji ani innowacji, lecz ze zdarzeń zewnętrznych — wojen, zakłóceń geopolitycznych, zamkniętych szlaków morskich. To renta sytuacyjna, nie efekt pracy.

Kto płaci, kto zarabia

Kryzys energetyczny produkuje prywatne zyski z tych samych mechanizmów, które generują koszty publiczne. Wzrost cen energii uderza w budżety domowe, podnosi koszty transportu i produkcji, wymusza interwencje socjalne finansowane z podatków. Spółki paliwowe i zbrojeniowe nie ponoszą żadnej części tych kosztów — część z nich zamienia je bezpośrednio w przychód.

Pięć krajów Unii zaproponowało ten mechanizm cztery tygodnie po wybuchu konfliktu. Rachunki za paliwo i prąd płaci tymczasem trzysta milionów Europejczyków — i ta liczba nie będzie maleć, dopóki zyski z kryzysu pozostają kwestią prywatną, a jego koszty — publiczną.

Regiony: polska
Redakcja relacje.news
Redakcja relacje.news

Zespół redakcyjny serwisu relacje.news.

Komentarze