<?xml version="1.0" encoding="utf-8" standalone="yes"?><rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"><channel><title>relacje.news</title><link>https://relacje.news/</link><description>Serwis informacyjny z progresywną i solidarnościową perspektywą.</description><language>pl</language><lastBuildDate>Sun, 16 Aug 2026 16:59:00 +0200</lastBuildDate><atom:link href="https://relacje.news/regiony/europa/index.xml" rel="self" type="application/rss+xml"/><image><url>https://relacje.news/img/default-cover.svg</url><title>relacje.news</title><link>https://relacje.news/</link></image><item><title>Waszyngton grozi Brukseli. Stawką jest los unijnych przepisów o prawach człowieka i klimacie</title><link>https://relacje.news/waszyngton-grozi-brukseli-stawka-jest-los-unijnych-przepisow-o-prawach-czlowieka-i-klimacie/</link><guid isPermaLink="true">https://relacje.news/waszyngton-grozi-brukseli-stawka-jest-los-unijnych-przepisow-o-prawach-czlowieka-i-klimacie/</guid><pubDate>Sun, 16 Aug 2026 16:59:00 +0200</pubDate><dc:creator>Redakcja relacje.news</dc:creator><description>Stany Zjednoczone zapowiedziały działania wobec UE, jeśli Bruksela nie złagodzi regulacji środowiskowych i praw człowieka uznawanych przez Waszyngton za obciążenie dla amerykańskich firm. W tle spór o to, kto ponosi koszty transformacji klimatycznej i kontroli nad globalnymi łańcuchami dostaw.</description><content:encoded xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">&lt;p&gt;Stany Zjednoczone zagroziły podjęciem działań przeciwko Unii Europejskiej, jeśli Bruksela nie złagodzi przepisów dotyczących ochrony środowiska i praw człowieka. Informację podał portal Politico. Zdaniem Waszyngtonu obowiązujące i planowane regulacje nakładają na amerykańskie przedsiębiorstwa nieuzasadnione obciążenia.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Komunikat sam w sobie jest lakoniczny: nie wiadomo jeszcze, jakie konkretnie kroki rozważa administracja USA ani na jakich firmach miałyby się skupić. Cel presji jest jednak jasny. Waszyngton chce, żeby Bruksela cofnęła się z regulacji, które od kilku lat budują europejski system nadzoru nad wpływem biznesu na klimat i na ludzi pracujących w globalnych łańcuchach dostaw.&lt;/p&gt;
&lt;h2 id="o-co-toczy-się-spór"&gt;O co toczy się spór&lt;/h2&gt;
&lt;p&gt;Pod pojęciem Zielonego Ładu kryje się dziś cały pakiet unijnych aktów prawnych, a nie jedna ustawa. Część z nich dotyczy klimatu wprost, jak mechanizm graniczny CBAM, który ma obciążać opłatą towary importowane z krajów o luźniejszej polityce klimatycznej. Część reguluje to, co firmy muszą ujawniać i za co odpowiadają: dyrektywa o sprawozdawczości zrównoważonego rozwoju (CSRD) każe dużym spółkom raportować wpływ środowiskowy i społeczny swojej działalności, a dyrektywa o należytej staranności (CSDDD) ma zobowiązać koncerny do sprawdzania, czy w ich łańcuchach dostaw nie dochodzi do pracy przymusowej, pracy dzieci czy niszczenia środowiska.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;To właśnie te przepisy od miesięcy są przedmiotem lobbingu ze strony wielkich firm po obu stronach Atlantyku, nie tylko amerykańskich. Bruksela już wcześniej ugięła się pod tą presją. Pakiet uproszczeń znany jako Omnibus, przyjęty w 2025 roku, odroczył wejście w życie części obowiązków sprawozdawczych i zawęził krąg spółek objętych kontrolą łańcuchów dostaw. Amerykańska groźba dokłada się do nacisku, który komisarze unijni odczuwają już od koncernów europejskich.&lt;/p&gt;
&lt;h2 id="kto-płaci-za-rezygnację-z-kontroli"&gt;Kto płaci za rezygnację z kontroli&lt;/h2&gt;
&lt;p&gt;Argumentacja Waszyngtonu sprowadza się do jednego zdania: przepisy są kosztem dla biznesu. To prawda w wąskim sensie księgowym, firmy rzeczywiście muszą wydawać pieniądze na audyty dostawców, raportowanie emisji i procedury zgodności. Pytanie, które w tej narracji znika, brzmi inaczej - kosztem czyjej rezygnacji z ochrony ma być oszczędność po stronie koncernów.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dyrektywa o należytej staranności powstała, bo bez niej odpowiedzialność za warunki pracy w fabrykach tekstylnych w Bangladeszu czy na plantacjach kakao w Afryce Zachodniej kończy się na lokalnym poddostawcy, nigdy na europejskiej czy amerykańskiej spółce, która z tej pracy czerpie zysk. Osłabienie tych przepisów nie usuwa problemu pracy dzieci czy pracy przymusowej. Przenosi tylko odpowiedzialność z powrotem na najsłabsze ogniwo łańcucha, czyli na ludzi, którzy nie mają realnej możliwości negocjowania warunków z globalnym koncernem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Podobny mechanizm działa przy regulacjach klimatycznych. CBAM miał wyrównać szanse europejskich producentów, którzy ponoszą koszty polityki klimatycznej, wobec importu z krajów, gdzie takich kosztów nie ma. Zablokowanie czy rozwodnienie tego mechanizmu nie oznacza zniknięcia emisji, oznacza przerzucenie presji konkurencyjnej z powrotem na firmy działające w unijnym reżimie klimatycznym, a pośrednio na budżety publiczne, które i tak będą musiały pokryć koszty adaptacji do zmiany klimatu.&lt;/p&gt;
&lt;h2 id="presja-na-którą-trudno-odpowiedzieć-w-pojedynkę"&gt;Presja, na którą trudno odpowiedzieć w pojedynkę&lt;/h2&gt;
&lt;p&gt;Groźba ze strony USA trafia w moment, kiedy w samej Unii trwa już wewnętrzna walka o kształt tych przepisów, z jednej strony rządów i eurodeputowanych broniących standardów, z drugiej silnego lobby przemysłowego domagającego się dalszych uproszczeń. Presja zewnętrzna daje temu drugiemu obozowi dodatkowy argument: skoro największy partner handlowy grozi konsekwencjami, łatwiej przekonać instytucje unijne, że ustępstwo jest ceną za spokój, a nie rezygnacją z ochrony ludzi i środowiska.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Efekt zależy od tego, czy Komisja Europejska i rządy państw członkowskich potraktują amerykańską groźbę jako argument do dalszych ustępstw, czy jako sygnał, że regulacje faktycznie uderzają w interesy koncernów, które od lat przerzucały koszty swojej działalności na dostawców, pracowników i środowisko. Historia Omnibusu z 2025 roku pokazuje, w którą stronę dotąd przechylała się szala.&lt;/p&gt;</content:encoded><enclosure url="https://images.unsplash.com/photo-1570095378004-ce65d6c2d5bb?ixid=M3w5MTY0ODV8MHwxfGFsbHx8fHx8fHx8fDE3ODY4NzgzNzB8&amp;ixlib=rb-4.1.0&amp;w=1600&amp;h=900&amp;fit=max&amp;q=80&amp;auto=format" type="image/jpeg"/><media:content url="https://images.unsplash.com/photo-1570095378004-ce65d6c2d5bb?ixid=M3w5MTY0ODV8MHwxfGFsbHx8fHx8fHx8fDE3ODY4NzgzNzB8&amp;ixlib=rb-4.1.0&amp;w=1600&amp;h=900&amp;fit=max&amp;q=80&amp;auto=format" medium="image"/><category>polityka</category><category>środowisko</category><category>Zielony Ład</category><category>Unia Europejska</category><category>Stany Zjednoczone</category><category>prawa człowieka</category><category>deregulacja</category></item><item><title>Kto zapłaci za algorytm? Młodzi pracownicy</title><link>https://relacje.news/kto-zaplaci-za-algorytm-mlodzi-pracownicy/</link><guid isPermaLink="true">https://relacje.news/kto-zaplaci-za-algorytm-mlodzi-pracownicy/</guid><pubDate>Thu, 02 Jul 2026 14:52:00 +0200</pubDate><dc:creator>Redakcja relacje.news</dc:creator><description>Pierwsze badania z rynku pracy w USA pokazują, że sztuczna inteligencja wypiera młodych specjalistów z pierwszych szczebli kariery. Analiza mechanizmu i pytanie o to, kto powinien ponieść koszty tej zmiany: rząd, firmy technologiczne czy sami pracownicy.</description><content:encoded xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">&lt;p&gt;Rewolucja technologiczna ma swoją tradycję: każda przynosi obietnicę wzrostu i postępu, a rachunek wystawiają ci, którzy mają najmniejszą siłę przetargową. Algorytmy i generatywna sztuczna inteligencja wpisują się w ten schemat zaskakująco precyzyjnie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Pierwsze dane z rynku pracy w Stanach Zjednoczonych rzucają nowe światło na to, jak AI zmienia sytuację zawodową młodych specjalistów. Badania wskazują, że narzędzia oparte na sztucznej inteligencji wypierają pracowników na wczesnym etapie kariery - tych, którzy tradycyjnie zaczynali od zadań rutynowych i wspierających. Programiści bez stażu, prawnicy tuż po aplikacji, analitycy danych świeżo po studiach. Rynek dotąd oferował im pracę poniżej możliwości jako pierwszy szczebel drabiny. Teraz ten szczebel znika.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Automatyzacja nie usuwa stanowisk w próżni. Usuwa konkretny etap kariery, czyli ten najniższy, przez który muszą przejść wszyscy, zanim zdobędą doświadczenie niezbędne do awansu. Jeśli algorytm przejmuje pracę juniora, nie ma już juniorów. A skoro nie ma juniorów, za pięć lat nie będzie seniorów.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Firmy technologiczne i konsultingowe opowiadają tę historię inaczej: AI wyzwoli pracowników od nudnych obowiązków i pozwoli im skupić się na zadaniach kreatywnych i strategicznych. To narracja wygodna dla tych, którzy są już na szczycie hierarchii. Dla kogoś wchodzącego na rynek oznacza ona likwidację ścieżki, która przez dekady była standardem.&lt;/p&gt;
&lt;div class="alert alert-info" role="alert"&gt;
&lt;p class="mb-0"&gt;Badania z rynku pracy w USA pokazują, że sztuczna inteligencja generatywna uderza najsilniej w pracowników na wczesnym etapie karier, których praca opiera się głównie na analizie danych, pisaniu i rutynowych zadaniach analitycznych.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;Pytanie o regulację jest nieuniknione. Wolny rynek nie wyrówna tych strat samodzielnie. Firmy technologiczne, których właściciele mierzą fortuny w setkach miliardów dolarów nie mają żadnej pobudki ekonomicznej, żeby dbać o to, czy młody absolwent znajdzie pracę pozwalającą mu zbudować doświadczenie. Mają za to bardzo konkretny bodziec, żeby obniżać koszty pracy przez wdrażanie AI.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ten konflikt interesów jest głębszy, niż zwykle się przyznaje w debacie publicznej. Technomiliarderzy kontrolujący platformy AI jednocześnie kształtują narrację o „nieuchronności&amp;quot; zmian i „braku alternatywy&amp;quot;. Finansują ekspertów i media opisujące automatyzację jako naturalny postęp, przy okazji wymazując z dyskusji pytanie, kto zatrzyma zyski z tej transformacji.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W Polsce debata na ten temat prawie nie istnieje. Rząd nie ma spójnej polityki dotyczącej wpływu AI na rynek pracy. Istniejące przepisy prawa pracy nie obejmują sytuacji, w których algorytm zastępuje pracownika lub redukuje jego możliwości zatrudnienia. Związki zawodowe, tam gdzie działają, dopiero uczą się reagować na tę rzeczywistość.&lt;/p&gt;
&lt;div class="alert alert-warning" role="alert"&gt;
&lt;p class="mb-0"&gt;&lt;strong&gt;Ostrożnie:&lt;/strong&gt; Europejskie regulacje dotyczące AI (AI Act) koncentrują się głównie na bezpieczeństwie i przejrzystości systemów, nie na ochronie rynku pracy przed skutkami masowej automatyzacji.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;p&gt;Koszty transformacji nie powinny spoczywać wyłącznie na barkach tych, którzy są najsłabsi ekonomicznie. Młodzi pracownicy wchodzący na rynek mają najmniej do zaoferowania w negocjacjach: nie mają stażu, który daje siłę, ani rezerw finansowych, które dają czas.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Podatki od firm technologicznych muszą wreszcie odzwierciedlać skalę ich działalności i zyski czerpane z rynku pracy danego kraju. Polska traci co roku miliardy złotych na tym, że wielkie platformy optymalizują rezydencję podatkową poza krajem, w którym generują przychody. Te pieniądze mogłyby finansować realne programy przekwalifikowania zawodowego.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Związki zawodowe muszą uzyskać prawo do negocjowania warunków wdrożeń AI w miejscu pracy. Decyzja o tym, że algorytm przejął zadania wykonywane przez pracowników, nie może być wyłącznie decyzją zarządu. To decyzja o warunkach zatrudnienia i powinna podlegać negocjacjom zbiorowym.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Systemy ubezpieczeń od bezrobocia muszą być dostosowane do nowej rzeczywistości, w której przerwy w zatrudnieniu są częstsze i wynikają ze zmian strukturalnych, a narzucanie pracownikom etykiety „niechętnych do pracy&amp;quot; za każdym razem, gdy tracą posadę z powodu automatyzacji, to polityczny wybór, a nie fakt rynkowy.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Polska klasa polityczna woli na razie milczeć. AI jest albo traktowana jako odległa przyszłość, albo jako pole do wizerunkowych popisów bez substancji. Tymczasem pierwsze sygnały z rynku pracy w USA pokazują, że ten proces już się zaczął. Nadciąga do Polski. Możemy przygotować się na jego skutki albo znowu odkryć, że rachunek za transformację zapłacili ci, którzy na niej najmniej zarobili.&lt;/p&gt;</content:encoded><enclosure url="https://images.unsplash.com/uploads/1413349410189e2a95d2e/39982a21?ixid=M3w5MTY0ODV8MHwxfGFsbHx8fHx8fHx8fDE3ODI5OTA0MDF8&amp;ixlib=rb-4.1.0&amp;w=1600&amp;h=900&amp;fit=max&amp;q=80&amp;auto=format" type="image/jpeg"/><media:content url="https://images.unsplash.com/uploads/1413349410189e2a95d2e/39982a21?ixid=M3w5MTY0ODV8MHwxfGFsbHx8fHx8fHx8fDE3ODI5OTA0MDF8&amp;ixlib=rb-4.1.0&amp;w=1600&amp;h=900&amp;fit=max&amp;q=80&amp;auto=format" medium="image"/><category>ekonomia</category><category>automatyzacja</category><category>rynek-pracy</category><category>mlodzi-pracownicy</category><category>sztuczna-inteligencja</category><category>regulacje</category><category>prawa-pracownicze</category><category>zwiazki-zawodowe</category></item></channel></rss>