Fabryka ciężarówek MAN w Niepołomicach z lotu ptaka: hale produkcyjne, parkingi pełne ciągników siodłowych i pola dookoła

KE zablokowała 116 mln zł pomocy dla MAN-a w Niepołomicach. Polskie ulgi nie wymagają od firm niczego


W poniedziałek 5 października Komisja Europejska orzekła, że Polska nie może wypłacić spółce MAN Trucks 116 mln zł pomocy publicznej na rozbudowę fabryki ciężarówek w Niepołomicach. Na pakiet składały się 10,7 mln zł dotacji i 105,6 mln zł zwolnienia z podatku CIT (PAP, money.pl). Komisja nie zakwestionowała ani samej inwestycji, ani tego, że Małopolska jest regionem, w którym pomoc regionalna jest dopuszczalna. Uznała natomiast, że wsparcie „nie wywarło rzeczywistego efektu zachęty — jako że nie skłoniło skutecznie spółki MAN Trucks do inwestycji w konkretnym regionie”, a jego wysokość „nie była proporcjonalna” (money.pl). Mówiąc prościej, Bruksela doszła do wniosku, że koncern rozbudowałby zakład pod Krakowem także bez pieniędzy z polskiego budżetu.

Prawica przyjęła decyzję jak atak. Telewizja wPolsce24 zatytułowała materiał „Bruksela zadała bolesny cios polskiej gospodarce”, a europosłanka PiS Beata Szydło oceniła, że „działania KE są niejasne i budzą wątpliwości”, i zapowiedziała pytania do Komisji (KR24). Trudno jednak wskazać, kogo ten cios miałby dosięgnąć. Fabryka działa dalej i zatrudnia około 3850 osób, w tym mniej więcej 800 w firmie logistycznej BCUBE (Gazeta Wielicka), a od lipca 2026 roku produkuje także elektryczne eTGL (KR24). Na decyzji traci tylko niemiecki koncern, który nie dostanie częściowego zwolnienia z CIT ani dotacji.

O co pytała Komisja

Polska zgłosiła pomoc do Brukseli 6 czerwca 2024 roku (Interia). Rozbudowa miała przynieść około 1400 nowych miejsc pracy. Kiedy w lipcu 2025 roku Komisja otwierała pogłębione postępowanie w sprawie SA.114436, napisała wprost, że chce sprawdzić, czy decyzję o zwiększeniu mocy zakładu „bezpośrednio wywołała polska pomoc, czy też zostałaby ona podjęta w tym miejscu także bez niej”. Wątpiła też, czy subsydiowanie nowych mocy produkcyjnych na kurczącym się rynku ciężarówek nie zakłóci konkurencji (komunikat KE IP/25/1886).

Odpowiedź na to pytanie dał w dużej mierze sam koncern. W listopadzie 2025 roku MAN potwierdził, że przenosi z Monachium do Polski budowę nadwozi, nową lakiernię kabin i montaż ich wnętrz, a w Niemczech zlikwiduje w ciągu dekady 2,3 tys. etatów: 1,3 tys. w Monachium, 600 w Salzgitter i 400 w Norymberdze. Cały program ma poprawić wynik finansowy firmy o 935 mln euro do 2028 roku (trans.info). Z publicznych komunikatów nie da się ustalić, czy rozbudowa zgłoszona w 2024 roku i przenosiny ogłoszone rok później to jeden projekt. Obie decyzje mają jednak to samo źródło, czyli różnicę w kosztach pracy między Bawarią a Małopolską. Skoro koncern przesuwa produkcję na wschód, żeby zaoszczędzić prawie miliard euro, trudno przyjąć, że o wyborze Niepołomic przesądziło 26 mln euro ulgi podatkowej.

Ile kosztuje pracownik w Niepołomicach

Przewagę kosztową fabryki pod Krakowem najlepiej widać na premiach. W lipcu tego roku związkowcy z Niepołomic zaczęli przygotowywać spór zbiorowy, gdy okazało się, że stali pracownicy polskiego zakładu dostaną roczną premię w wysokości 1500 zł brutto, a doświadczeni pracownicy w Niemczech około 1600 euro, czyli blisko 7 tys. zł. Według związku na jednej zmianie w Niepołomicach powstaje dwa razy więcej pojazdów niż na porównywalnej linii w Niemczech. „Poczuliśmy się upokorzeni” — pisali związkowcy, żądając 5 tys. zł dla każdego pracownika i jednakowych kryteriów premiowania w całej grupie. Biuro prasowe MAN odpowiedziało, że premie są „dostosowane do poziomu wynagrodzeń” w poszczególnych krajach (Bankier.pl).

Po drugiej stronie granicy ta sama strategia wygląda podobnie. Karina Schnur, przewodnicząca centralnej rady zakładowej MAN, nazwała przenosiny „policzkiem dla pracowników”, a IG Metall ostrzegała, że zagrażają one istnieniu głównego zakładu w Monachium (trans.info). Monachium traci etaty, Niepołomice dostają pracę za ułamek niemieckiej stawki, a różnica trafia do bilansu Traton SE, spółki matki MAN-a z grupy Volkswagena. W 2025 roku, gorszym dla branży, Traton osiągnął skorygowany wynik operacyjny 2,8 mld euro i zaproponował akcjonariuszom 465 mln euro dywidendy (Traton). Zablokowana pomoc odpowiada więc niecałym 6 proc. jednorocznej wypłaty dla właścicieli.

Ulga bez warunków

Sprawa MAN-a trafiła do Brukseli, bo była duża. Polska musiała ją zgłosić i Komisja przez ponad rok badała, czy pieniądze cokolwiek zmieniły. Większość decyzji o wsparciu w ramach Polskiej Strefy Inwestycji takiej kontroli nie przechodzi, a krajowy nadzór nad nimi jest słaby. Najwyższa Izba Kontroli w raporcie „Kulejące wsparcie inwestycji” ze stycznia 2024 roku policzyła, że w latach 2018–2021 wydano 1786 decyzji o wsparciu dla inwestycji o deklarowanej wartości prawie 82 mld zł. Izba ustaliła, że minister nie zapewnił, by w przepisach określono minimalny okres zatrzymania nowych pracowników, i że przepisy nie gwarantowały ani tworzenia zakładanej liczby miejsc pracy, ani ich utrzymania. Ministerstwo nie przeprowadziło też żadnej ewaluacji skuteczności ustawy, choć stopa inwestycji w Polsce spadła w tym czasie z 18,5 do 16,7 proc. PKB.

Zamiast tę lukę zamknąć, rząd zamierza wydłużyć przywileje. W kwietniu Ministerstwo Finansów i Gospodarki zapowiedziało projekt nowelizacji ustawy o wspieraniu nowych inwestycji (UD391), w którym najważniejszą zmianą ma być ustalenie 20-letniego okresu obowiązywania wszystkich decyzji o wsparciu. Według resortu przez ponad siedem lat działania ustawy wydano 3,7 tys. decyzji na 154,4 mld zł deklarowanych inwestycji i powstało ponad 55 tys. miejsc pracy (Prawo.pl). Czy te etaty przetrwały okres wsparcia, ministerstwo nie podaje, bo, jak wynika z ustaleń NIK, nikt tego systematycznie nie sprawdza.

Unijne reguły pomocy publicznej chronią konkurencję między państwami członkowskimi, a interes pracowników jest w nich sprawą drugorzędną. Komisja pytała, czy 116 mln zł zmieniło lokalizację inwestycji, a o płace w nowych halach w ogóle nie pytała. O to może zapytać tylko polskie państwo, które co roku zwalnia z podatku setki inwestycji. Ulga mogłaby zależeć od układu zbiorowego, od wynagrodzeń nie niższych niż przeciętna w regionie, od obowiązku utrzymania etatów przez cały okres zwolnienia i od zwrotu pieniędzy, gdy firma zamknie zakład albo zacznie zwalniać. W Niepołomicach nikt takich warunków nie stawiał, a jedynym sposobem, w jaki pracownicy mogli upomnieć się o swój udział w oszczędnościach koncernu, okazał się spór zbiorowy o premię.

Regiony: polska
Redakcja relacje.news
Redakcja relacje.news

Zespół redakcyjny serwisu relacje.news.

Komentarze