Switłana uciekła z Ukrainy. Przez ponad dwa lata mieszkała w ośrodku zbiorowego zakwaterowania — OZZ — i pobierała świadczenia z polskiego systemu pomocy społecznej. Z pracy w Polsce zdążyła wypracować emeryturę: 28 złotych miesięcznie. Łącznie dysponuje 403 złotymi. Od 1 lipca 2026 roku prawo nakazuje jej zapłacić za miejsce w ośrodku tysiąc złotych.
Boję się bezdomności. Ta ustawa jest antyludzka. Dokąd mam pójść?
Nikt z urzędu nie odpowiedział na to pytanie. Zamiast odpowiedzi dostała formularz do podpisania, oświadczenie, że jest świadoma zmian w przepisach.
Historia Switłany nie jest wyjątkiem w systemie pełnym błędów. Jest przykładem systemu działającego dokładnie tak, jak go zaprojektowano: żeby wypchnąć problem poza zasięg publicznej odpowiedzialności.
Granica, której oficjalnie nie ma
Na wschodniej granicy wciąż przekraczają ją ludzie - z Syrii, Afganistanu, Etiopii i innych krajów, których Białoruś używa jako instrumentu w wojnie hybrydowej z Zachodem. Organizacje humanitarne dokumentują zgony w lasach i wypychanie z powrotem na białoruską stronę - pushbacki, które polskie prawo nominalnie zakazuje, ale które trwają.
Rząd odpowiada komunikatem o szczelnej granicy i zapewnionym bezpieczeństwie. „Bezpieczeństwo" w tym języku oznacza bezpieczeństwo strefy Schengen, nie życia konkretnych ludzi próbujących przez tę strefę wejść. Granica może być jednocześnie administracyjnie „pod kontrolą" i miejscem, gdzie giną dzieci.
Polska wypracowała metodę zarządzania nie kryzysem, lecz jego widocznością. Ograniczony dostęp dziennikarzy i organizacji pomocowych do strefy przygranicznej to nie efekt uboczny polityki bezpieczeństwa.
Prawo, którego urzędy nie rozumieją
Wewnątrz kraju sytuację komplikuje ustawodawstwo, które samo w sobie stało się problemem. Przepisy regulujące pobyt w OZZ-ach, wchodzące w życie 1 lipca, okazały się na tyle niejasne, że władze nie wiedziały, jak stosować je do emerytów. Wyrok odroczono o miesiąc, bo nikt w urzędach nie umiał go wykonać w sposób zgodny z własnymi przepisami, a nie dlatego, że ktokolwiek doszedł do wniosku, że jest niesprawiedliwy.
Dzieci mają zniknąć z ośrodków lub ich opiekunowie muszą płacić. Nie ma znaczenia, że rodziny dopiero budują nowe życie w zawieszeniu między dwiema wojnami i bez środków na regulowanie rachunków. Przepis działa jak automat.
Do walki z tymi regulacjami przystępują prawnicy i organizacje pozarządowe, bo system sam z siebie nie przewiduje korekty dla przypadków, których nie przewidział. Prawniczka Joanna Jesis-Polewska staje do tego boju, ale ciężar obrony praw spada na poszczególnych ludzi działających pro bono, a nie na instytucje, które powinny te prawa egzekwować z urzędu.
Ostrożnie: Od 1 lipca 2026 roku uchodźcy przebywający w OZZ-ach, którzy osiągają określony próg dochodów, zobowiązani są do płacenia za zakwaterowanie. Progi zostały ustalone bez uwzględnienia realiów zarobkowych i struktury polskich świadczeń dla uchodźców.
Zarządzanie niewidzialnością
Oba te procesy — wypychanie kryzysu granicznego z debaty i stopniowe odcinanie uchodźców od wsparcia — mają wspólny mianownik. Państwo aktywnie konstruuje warunki, w których nie musi brać odpowiedzialności. Na granicy robi to przez ograniczanie dostępu mediów i organizacji humanitarnych. W przepisach, przez ustawy pisane tak, że ich humanitarne stosowanie wymaga walki w sądzie.
Switłana z 403 złotymi i tysiącem do zapłacenia jest produktem tej logiki. Można to opisać jako efekt biurokratycznej nieudolności. Nieudolność, która konsekwentnie uderza w tę samą grupę, ma jednak inną nazwę.
Kto za to odpowiada
Rząd, który w 2023 roku wygrał wybory m.in. na obietnicy bardziej humanitarnej polityki migracyjnej, nie cofnął pushbacków. Nie zbudował sprawnego systemu wsparcia dla uchodźców z Ukrainy i z granicy wschodniej. Produkuje przepisy, których urzędy nie rozumieją, i oczekuje, że ludzie bez zasobów prawnych i finansowych jakoś sobie poradzą.
Można pisać przepisy, które dają się stosować, organizować system wsparcia proporcjonalny do realnych dochodów, prowadzić politykę graniczną bez powodowania śmierci w lasach. Każda z tych rzeczy wymaga politycznej decyzji. Ta decyzja wciąż nie zapada, a bezczynność jest decyzją samą w sobie.

Komentarze