Setki probówek z próbkami krwi z kolorowymi korkami ustawione rzędami w statywie laboratoryjnym

NIK: państwo nie wie, gdzie trafiają próbki DNA polskich pacjentów


Najwyższa Izba Kontroli opublikowała 22 października 2026 roku wyniki kontroli „Jakość i bezpieczeństwo badań genetycznych”. Kontrolerzy sprawdzili Ministerstwo Zdrowia oraz 13 podmiotów leczniczych z laboratoriami genetycznymi w Warszawie, Bydgoszczy, Kielcach, Łodzi, Lublinie, Poznaniu i Wrocławiu, które w latach od 2022 do 2025 wykonywały badania za pieniądze z umów z NFZ. Najpoważniejsze ustalenie dotyczy drogi, jaką przebywa próbka pacjenta po pobraniu. Prezes NFZ wydał od stycznia 2022 do 30 września 2025 roku 86 decyzji dotyczących badań genetycznych za granicą, a według NIK takich badań wykonano wielokrotnie więcej. Część z nich zlecały placówki finansowane przez Fundusz, który o tej wysyłce nie wiedział.

Łańcuch podwykonawców

Laboratorium, które przyjmuje materiał od pacjenta, nie musi go samo analizować. NIK opisuje schemat, w którym polska placówka zleca zagranicznemu podmiotowi odczyt materiału genetycznego, potem sama interpretuje otrzymane dane i wydaje pacjentowi dokument z wynikiem. Polski adres na wyniku nie mówi więc nic o tym, gdzie leżała probówka. Materiał trafia do krajów Unii Europejskiej, gdzie jakość badań jest zwykle wysoka, ale także poza Unię, na przykład do dalekowschodnich firm biotechnologicznych.

Samego wywozu NIK nie uznaje za nieprawidłowość. Zarzut dotyczy tego, że odbywa się on poza jakimikolwiek regułami. W Polsce nie ma obowiązkowego rejestru laboratoriów genetycznych, minister zdrowia nie zna liczby wykonywanych badań ani liczby laboratoriów, poradni i biobanków, a w okresie objętym kontrolą ministerstwo nie skontrolowało żadnej placówki wykonującej takie badania. Przy braku kompleksowych przepisów materiał może wyjeżdżać za granicę bez ograniczeń, często bez wiedzy i zgody pacjenta, do laboratoriów, których standardów nikt w kraju nie sprawdził. NIK wprost wiąże to z ryzykiem błędnych wyników i niewłaściwych decyzji klinicznych.

Pierwsze założenia ustawy o badaniach genetycznych powstały w 2013 roku. Po trzynastu latach Ministerstwo Zdrowia odpowiada kontrolerom, że nadal pracuje nad kompleksową regulacją, a wniosek o wpisanie jej do wykazu prac legislacyjnych rządu planuje złożyć w IV kwartale 2026 roku.

Genom jako towar

Z punktu widzenia pacjenta najważniejsze jest to, co dzieje się z materiałem po analizie. Część zagranicznych laboratoriów buduje na podstawie przekazanych próbek własne bazy danych i pobiera później opłaty za dostęp do nich; NIK zauważa, że utrudnia to tworzenie krajowych biobanków. Badanie opłaca NFZ ze składek, pacjent oddaje krew albo wymaz, a wartość, która powstaje dopiero z zebrania tysięcy takich profili w jednym miejscu, przejmuje firma, która sprzedaje potem dostęp do zbioru. Komu i za ile, raport nie podaje. Wiadomo natomiast, że wiedza o genetyce populacji, zasób z natury wspólny, przechodzi w ten sposób na własność prywatną bez żadnej decyzji publicznej, w drodze kolejnych umów podwykonawczych, których nikt nie musiał nikomu zgłaszać.

Pacjent nie ma przy tym jak się bronić. Nie wie, czy jego profil zostanie zarchiwizowany, na jak długo i czy będzie mógł zażądać jego usunięcia. Dane genetyczne identyfikują człowieka równie skutecznie jak odcisk palca, a ponadto ujawniają predyspozycje do chorób, którymi interesują się ubezpieczyciele i pracodawcy. Według NIK kolejni ministrowie zdrowia nie zadbali nawet o upowszechnienie podstawowej wiedzy o badaniach genetycznych, więc pacjenci zwykle nie znają ryzyka związanego z wysyłką materiału za granicę. W części przypadków opisanych przez kontrolerów nikt ich o zgodę nie pytał.

Nadzór rozpisany na trzy urzędy

Ministerstwo Zdrowia odpowiada za standardy diagnostyki laboratoryjnej, ale w kontrolowanym okresie nie sprawdziło żadnego laboratorium genetycznego; teraz obiecuje uwzględnić takie kontrole przy układaniu rocznego planu. Skontrolowane laboratoria miały certyfikaty jakości, często jednak obejmujące tylko jeden albo kilka rodzajów badań, a normę ISO 15189 dla metod biologii molekularnej wdrożyło, z jednym wyjątkiem, żadne. NFZ kontraktuje i rozlicza badania, lecz o części wysyłek za granicę, opłaconych z jego pieniędzy, nie miał pojęcia. Urząd Ochrony Danych Osobowych mógłby interweniować, tyle że NIK go nie kontrolowała, a pacjent, który nie wie o wysyłce, nie ma podstaw, żeby złożyć skargę.

NIK rekomenduje obowiązkowy rejestr podmiotów wykonujących badania genetyczne, weryfikowany i regularnie aktualizowany, zapewnianie jakości według normy ISO 15189, nadzór nad przekazywaniem materiału genetycznego za granicę i wzmocnienie ochrony genomu człowieka. Domaga się też, żeby każde badanie genetyczne było powiązane z poradą genetyczną przy zlecaniu i przy interpretacji wyniku, a minister zdrowia razem z ministrem nauki przygotował przepisy o biobankowaniu na potrzeby badań naukowych.

Kto płaci za cudzą infrastrukturę

NIK nie pisze, dlaczego placówki wysyłają materiał za granicę. Najprostsze wyjaśnienie podsuwa model finansowania: laboratorium, które kupi odczyt od dużego zagranicznego podmiotu, nie musi inwestować w sekwenator, jego serwis i ludzi do obsługi, a kontrakt z NFZ rozlicza tak samo. Rachunek za tę oszczędność płaci ktoś inny. Pacjent traci kontrolę nad danymi, a system publiczny nie buduje własnych zdolności do analizy genetycznej, bo ich miejsce zajęła sieć podwykonawców, nad którą nikt nie ma wglądu.

Ta sama kontrola pokazuje, jak wygląda publiczna część systemu. W latach od 2022 do 2025 czas oczekiwania na pilną poradę genetyczną w poradniach dla dorosłych finansowanych przez NFZ wydłużył się z 48 do 124 dni, a w połowie 2025 roku w Małopolsce wynosił 280 dni. Na 100 tys. mieszkańców przypada 0,43 lekarza genetyki klinicznej, podczas gdy konsultant krajowy rekomenduje 0,7; na Podkarpaciu jest to 0,1. Państwo, które przez trzynaście lat nie uchwaliło ustawy i nie wykształciło genetyków, finansuje ze składek badania, z których dane mogą trafić do cudzych, płatnych baz na warunkach prywatnych podmiotów.

Regiony: polska
Redakcja relacje.news
Redakcja relacje.news

Zespół redakcyjny serwisu relacje.news.

Komentarze