Od soboty 3 października do poniedziałku 5 października litr benzyny 95 nie może kosztować więcej niż 6,73 zł, benzyny 98 więcej niż 7,59 zł, a oleju napędowego więcej niż 7,88 zł. Limity ogłosiło Ministerstwo Energii w pierwszym obwieszczeniu nowej edycji programu „Ceny Paliwa Niżej” (CPN). Program mógł wrócić, bo prezydent Karol Nawrocki podpisał 1 października ustawę o podatku od nadmiarowych zysków koncernów paliwowych, choć jednocześnie skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego. Według szacunków branżowych kierowcy płacą za litr o 1,20 do 1,30 zł mniej niż przed startem programu.
Maksymalne ceny paliw obowiązujące od soboty do poniedziałku:
- benzyna 95: 6,73 zł/l
- benzyna 98: 7,59 zł/l
- olej napędowy: 7,88 zł/l
Pierwsze obwieszczenie dotyczy tylko soboty, niedzieli i poniedziałku, natomiast sam program potrwa do 31 grudnia 2026. Kolejne ceny maksymalne minister energii będzie ogłaszał w obwieszczeniach publikowanych w dni powszednie. To trzecia odsłona CPN w tym roku: pierwsza działała od 31 marca do 30 czerwca, druga od 17 do 31 sierpnia.
Paliwo drożeje od początku roku z kilku powodów naraz. Trwa wojna na Bliskim Wschodzie, a wokół cieśniny Ormuz, którą płynie ropa z Zatoki Perskiej, rosną napięcia; 28 września baryłka ropy Brent kosztowała 107,08 USD, a od początku roku jej cena wzrosła o ponad 70 proc. Olej napędowy podbił dodatkowo rosyjski zakaz eksportu diesla z 8 lipca, który zmniejszył jego podaż na świecie. Sama wojna nie wyjaśnia jednak tego, co działo się na polskich stacjach. Na początku lipca baryłka Brent kosztowała około 72,5 USD, praktycznie tyle samo co pod koniec lutego, a litr benzyny 95 podrożał w tym czasie z 5,62 do 6,79 zł. Podatki w obu tych dniach były takie same, bo pierwsza edycja CPN zaczęła się później i skończyła 30 czerwca, a zmiana kursu dolara tłumaczy tylko część różnicy. Resztę zatrzymały marże w łańcuchu paliwowym, zwłaszcza rafineryjne, na rynku, na którym, jak pisze GLOBENERGIA, konkurencja w hurcie jest słaba. Te właśnie nadmiarowe zyski ma teraz częściowo odebrać nowy podatek.
Cena na stacji spada, bo rząd obniżył VAT na paliwa z 23 do 8 proc. i zmniejszył akcyzę, a górna granica ceny ma pilnować, żeby obniżka podatków trafiła do kierowców, zamiast zostać w marżach. Budżet traci przez to wpływy, które ma odrobić nowa danina: według wnp.pl podatek w wysokości 60 proc. od nadmiarowych zysków, które firmy paliwowe osiągną od 1 marca 2026 do 31 marca 2027. Koszt obecnej edycji szacuje się na około 5 mld zł do końca roku, a poprzednie kosztowały, według ministerstwa, około 4,7 mld zł i 0,5 mld zł. Rynek uznał, że danina uderzy w koncerny: kurs Orlenu, kontrolowanego przez Skarb Państwa i dominującego w sprzedaży paliw, spadł po ogłoszeniu programu o 2,4 proc. Najpierw płaci więc państwo, rezygnując z części VAT i akcyzy, a dopiero potem, jeśli ustawa przejdzie przez Trybunał i podatek przyniesie zakładane wpływy, część pieniędzy zarobionych przez koncerny na wysokich marżach wróci do budżetu.
Na obniżce VAT i akcyzy zyskuje każdy, kto tankuje, i to proporcjonalnie do tego, ile tankuje. Najwięcej dostaną ci, którzy mają samochód, jeżdżą nim dużo i mają dokąd pojechać. Kto dojeżdża do pracy autobusem albo pociągiem, nie dostaje z programu nic wprost, bo CPN obniża cenę paliwa na stacji, a nie cenę biletu. Nie skorzystają też gospodarstwa domowe, które martwią się rachunkami za ogrzewanie i prąd, bo program nie obejmuje energii. Około 5 mld zł pomocy trafi tam, gdzie spala się najwięcej paliwa, niezależnie od dochodu tankującego.
Trzecia edycja cen maksymalnych od marca pokazuje zarazem, że rząd ma narzędzia do regulowania cen i sięga po nie, kiedy uzna to za politycznie potrzebne. Państwo, które potrafi ustalić górną granicę ceny litra benzyny, mogłoby podobnie potraktować prąd, gaz albo czynsze, czyli wydatki, które gospodarstwa domowe płacą co miesiąc bez względu na to, czy mają samochód.
Najmniej wyboru mają ci, którzy jeździć samochodem muszą. Według badania czterech politechnik, opisanego przez OKO.press, wykluczenie komunikacyjne dotyczy 10 mln Polaków i nie występuje tylko w 33 z 2479 gmin. Dla mieszkańców pozostałych każda podwyżka na stacji przenosi się wprost na koszt dojazdu do pracy. Program CPN obniża ten koszt do końca grudnia, ale na połączenia autobusowe i kolejowe, które pozwoliłyby zostawić samochód w domu, nie przeznacza nic.


Komentarze