Rewolucja technologiczna ma swoją tradycję: każda przynosi obietnicę wzrostu i postępu, a rachunek wystawiają ci, którzy mają najmniejszą siłę przetargową. Algorytmy i generatywna sztuczna inteligencja wpisują się w ten schemat zaskakująco precyzyjnie.
Pierwsze dane z rynku pracy w Stanach Zjednoczonych rzucają nowe światło na to, jak AI zmienia sytuację zawodową młodych specjalistów. Badania wskazują, że narzędzia oparte na sztucznej inteligencji wypierają pracowników na wczesnym etapie kariery - tych, którzy tradycyjnie zaczynali od zadań rutynowych i wspierających. Programiści bez stażu, prawnicy tuż po aplikacji, analitycy danych świeżo po studiach. Rynek dotąd oferował im pracę poniżej możliwości jako pierwszy szczebel drabiny. Teraz ten szczebel znika.
Automatyzacja nie usuwa stanowisk w próżni. Usuwa konkretny etap kariery, czyli ten najniższy, przez który muszą przejść wszyscy, zanim zdobędą doświadczenie niezbędne do awansu. Jeśli algorytm przejmuje pracę juniora, nie ma już juniorów. A skoro nie ma juniorów, za pięć lat nie będzie seniorów.
Firmy technologiczne i konsultingowe opowiadają tę historię inaczej: AI wyzwoli pracowników od nudnych obowiązków i pozwoli im skupić się na zadaniach kreatywnych i strategicznych. To narracja wygodna dla tych, którzy są już na szczycie hierarchii. Dla kogoś wchodzącego na rynek oznacza ona likwidację ścieżki, która przez dekady była standardem.
Badania z rynku pracy w USA pokazują, że sztuczna inteligencja generatywna uderza najsilniej w pracowników na wczesnym etapie karier, których praca opiera się głównie na analizie danych, pisaniu i rutynowych zadaniach analitycznych.
Pytanie o regulację jest nieuniknione. Wolny rynek nie wyrówna tych strat samodzielnie. Firmy technologiczne, których właściciele mierzą fortuny w setkach miliardów dolarów nie mają żadnej pobudki ekonomicznej, żeby dbać o to, czy młody absolwent znajdzie pracę pozwalającą mu zbudować doświadczenie. Mają za to bardzo konkretny bodziec, żeby obniżać koszty pracy przez wdrażanie AI.
Ten konflikt interesów jest głębszy, niż zwykle się przyznaje w debacie publicznej. Technomiliarderzy kontrolujący platformy AI jednocześnie kształtują narrację o „nieuchronności" zmian i „braku alternatywy". Finansują ekspertów i media opisujące automatyzację jako naturalny postęp, przy okazji wymazując z dyskusji pytanie, kto zatrzyma zyski z tej transformacji.
W Polsce debata na ten temat prawie nie istnieje. Rząd nie ma spójnej polityki dotyczącej wpływu AI na rynek pracy. Istniejące przepisy prawa pracy nie obejmują sytuacji, w których algorytm zastępuje pracownika lub redukuje jego możliwości zatrudnienia. Związki zawodowe, tam gdzie działają, dopiero uczą się reagować na tę rzeczywistość.
Ostrożnie: Europejskie regulacje dotyczące AI (AI Act) koncentrują się głównie na bezpieczeństwie i przejrzystości systemów, nie na ochronie rynku pracy przed skutkami masowej automatyzacji.
Koszty transformacji nie powinny spoczywać wyłącznie na barkach tych, którzy są najsłabsi ekonomicznie. Młodzi pracownicy wchodzący na rynek mają najmniej do zaoferowania w negocjacjach: nie mają stażu, który daje siłę, ani rezerw finansowych, które dają czas.
Podatki od firm technologicznych muszą wreszcie odzwierciedlać skalę ich działalności i zyski czerpane z rynku pracy danego kraju. Polska traci co roku miliardy złotych na tym, że wielkie platformy optymalizują rezydencję podatkową poza krajem, w którym generują przychody. Te pieniądze mogłyby finansować realne programy przekwalifikowania zawodowego.
Związki zawodowe muszą uzyskać prawo do negocjowania warunków wdrożeń AI w miejscu pracy. Decyzja o tym, że algorytm przejął zadania wykonywane przez pracowników, nie może być wyłącznie decyzją zarządu. To decyzja o warunkach zatrudnienia i powinna podlegać negocjacjom zbiorowym.
Systemy ubezpieczeń od bezrobocia muszą być dostosowane do nowej rzeczywistości, w której przerwy w zatrudnieniu są częstsze i wynikają ze zmian strukturalnych, a narzucanie pracownikom etykiety „niechętnych do pracy" za każdym razem, gdy tracą posadę z powodu automatyzacji, to polityczny wybór, a nie fakt rynkowy.
Polska klasa polityczna woli na razie milczeć. AI jest albo traktowana jako odległa przyszłość, albo jako pole do wizerunkowych popisów bez substancji. Tymczasem pierwsze sygnały z rynku pracy w USA pokazują, że ten proces już się zaczął. Nadciąga do Polski. Możemy przygotować się na jego skutki albo znowu odkryć, że rachunek za transformację zapłacili ci, którzy na niej najmniej zarobili.

Komentarze