Karol Nawrocki zawetował ustawę o kryptoaktywach po raz trzeci. Poprzednia wersja różniła się od obecnej dosłownie jednym artykułem, prezydenckiego sprzeciwu nie można więc tłumaczyć zastrzeżeniami do konkretnych przepisów. Rynek kryptowalut ma pozostać poza skutecznym nadzorem państwa i to jest właśnie efekt kolejnych wet.
Ministerstwo jako biuro usług legislacyjnych
W 2024 roku Związek Banków Polskich przyjął do swoich struktur Zondacrypto, operatora jednej z największych polskich giełd kryptowalut, jako członka wspierającego. Lobbyści tej firmy pisali oficjalne uwagi ZBP do kluczowej ustawy regulującej rynek kryptoaktywów. Ministerstwo Finansów wdrażało je dosłownie, słowo w słowo.
Branża, która ma być poddana regulacji, wchodzi do ciała konsultacyjnego, przejmuje jego głos i dyktuje przepisy pod siebie. Związek Banków Polskich stał się efektywnie pośrednikiem, za którym firma lobbowała na własną korzyść, zachowując pozory dialogu społecznego.
Konsultacje społeczne to w zasadzie demokratyczny instrument zbierania głosów różnych grup przed uchwaleniem przepisów. Kiedy jeden z uczestników tych konsultacji jest jednocześnie autorem tekstu, który bez poprawek trafia do ustawy - trudno mówić tutaj o konsultacjach. To już legislacja na zamówienie. Ministerstwo Finansów w tej historii nie wygląda jak urząd prowadzący politykę, lecz jak biuro wdrażające cudze dyktando.
Ci sami ludzie, te same pieniądze
Historia Zondacrypto stała się głośna nie tylko z powodu lobbyingu. Premier Tusk ogłosił publicznie w Sejmie, że platforma jest powiązana z rosyjskimi służbami i zorganizowaną przestępczością. Prokuratura prowadziła w jej sprawie postępowanie. A mimo to przez długi czas uwagi legislacyjne firmy stawały się częścią polskiego prawa bez większego filtra, ani oporu.
Nawrocki pojawił się na imprezie politycznej sponsorowanej przez giełdę kryptowalut. Podobny schemat widać za oceanem: Donald Trump przyjmuje pieniądze od giełdy kryptowalut, którą równolegle interesuje się prokuratura. Finansowanie konferencji i imprez politycznych jest walutą wymiany za życzliwość regulacyjną i działa to niezależnie od obozu politycznego.
Ostrożnie: Branża kryptowalut systematycznie finansuje polityków i imprezy polityczne w zamian za ograniczanie skuteczności nadzoru. Mechanizm ten nie jest specyficzny dla żadnego kraju ani obozu, bowiem to globalna praktyka przemysłu, który wyrósł właśnie na braku jakichkolwiek regulacji.
Trzy weta i jeden efekt
Każde weto prezydenta to kolejne miesiące bez skutecznego nadzoru nad rynkiem, który może służyć praniu pieniędzy, omijaniu sankcji i spekulacji bez żadnych zabezpieczeń dla konsumentów. Polska ma obowiązek implementacji unijnego rozporządzenia MiCA w sprawie rynku kryptowalut, a każde opóźnienie jest konkretnym zyskiem dla podmiotów działających w szarej strefie i konkretną szkodą dla każdego, kto wchodzi na ten rynek bez świadomości ryzyka.
Rząd, który deklaruje walkę z powiązaniami Zondacrypto z przestępczością, przez długi czas przepuszczał jej uwagi legislacyjne. Ta wewnętrzna sprzeczność dotychczas nie doczekała się publicznego wyjaśnienia.
Kto realnie pisze prawo
Sprawa Zondacrypto i ZBP to konkretny przykład szerszego problemu i tego kto ma realny dostęp do procesu legislacyjnego. Formalnie konsultacje są otwarte. Faktycznie wymagają zasobów (prawników, ekspertów, stałej obecności w procesie) na które stać tylko duże podmioty gospodarcze. Wynik jest przewidywalny: prawo pisane przez zainteresowanych chroni tylko zainteresowanych.
Bez skutecznych zasad ludzie tracą oszczędności na platformach bez zobowiązań wobec nich. Pranie pieniędzy i omijanie sankcji staje się łatwiejsze, a konsekwencje ponosi nie ten, kto operuje bez reguł - lecz ten, kto mu zaufał. Beneficjentem deregulacji jest zawsze ten, kto ma dość kapitału, żeby działać w cieniu, i dość wpływów, żeby ten cień przedłużać.

Komentarze