Obietnica, która niczego nie dowiozła
Przez lata słyszeliśmy, że kryptowaluty mają zrewolucjonizować finanse, uniezależnić obywateli od banków, obniżyć koszty transakcji i oddać ludziom kontrolę nad własnym majątkiem. To była obietnica wielkiej technologicznej emancypacji. W praktyce dostaliśmy jednak coś znacznie mniej wzniosłego: rynek oparty na spekulacji, nieprzejrzystości i nieustannym przerzucaniu ryzyka na tych, którzy wchodzą do gry najpóźniej.
Najważniejsze pytanie brzmi: jaki realny proces kryptowaluty usprawniły? Płatności? W codziennym życiu są niewygodne, wolne, kosztowne przy przeciążeniu sieci i obarczone ryzykiem nieodwracalnej pomyłki. Oszczędzanie? Trudno nazwać środkiem oszczędzania aktywo, którego kurs potrafi spaść o kilkadziesiąt procent w kilka dni, bo jeden celebryta coś napisał albo fundusz zrzucił tokeny na rynek. Bezpieczeństwo? Przeciętny użytkownik ma do wyboru albo skomplikowaną samodzielną opiekę nad kluczami, albo powrót do scentralizowanych giełd, które miały przecież być zbędne.
Krypto nie rozwiązują problemów nowocześnie. Zwykle biorą stary problem i dodają do niego większą zmienność, większe koszty i mniejszą odpowiedzialność po drugiej stronie.
Prawdziwe zastosowania: hazard, scam i szara strefa
Tam, gdzie kryptowaluty naprawdę znalazły zastosowanie, obraz jest jeszcze bardziej ponury. To przestrzeń półlegalnego hazardu, pompowania cen, manipulacji kursem, rug pulli, piramid, fałszywych projektów i agresywnego naganiania nowych uczestników. To także wygodne narzędzie w szarej i czarnej strefie: do omijania kontroli, ukrywania przepływów pieniędzy, zakupów nielegalnych substancji czy obsługi wymuszeń ransomware. Oczywiście nie każdy użytkownik kryptowalut robi coś przestępczego. Problem polega na tym, że sama konstrukcja tego rynku premiuje anonimowość, brak odpowiedzialności i ucieczkę od standardów, które w zwykłych finansach wprowadzono właśnie dlatego, że brak reguł zawsze kończył się wyzyskiem słabszych.
Mit wolności
Obrońcy krypto lubią mówić o „wolności". Tylko czyją wolność mamy na myśli? Wolność twórców kolejnych tokenów do wypuszczania bezwartościowych aktywów i sprzedawania ich ludziom jako przyszłości finansów? Wolność influencerów do naganiania własnych odbiorców na projekty, z których sami wychodzą chwilę później? Wolność wielorybów do sterowania rynkiem, na którym drobny inwestor jest tylko płynnym paliwem?
Trudno uznać za wolność system, w którym zyski są prywatne, a koszty społeczne rozproszone: od zadłużonych gospodarstw domowych po organy ścigania, które muszą gonić kolejne oszustwa.
Kasyno przebrane za innowację
Kryptowaluty nie tworzą dziś istotnej wartości społecznej proporcjonalnej do szkód, które powodują. Nie finansują produkcji, nie zwiększają wydajności usług publicznych, nie rozwiązują problemu wykluczenia finansowego lepiej niż zwykłe, tanie i regulowane rozwiązania płatnicze. W ogromnej mierze są kasynem udającym innowację.
Im bardziej rynek dojrzewa, tym wyraźniej widać, że jego podstawową funkcją nie jest użyteczność, lecz spekulacja: kupić wcześniej, sprzedać drożej, zanim muzyka ucichnie.
Każdy kolejny boom działa przy tym jak maszyna do produkcji złudzeń. Wraca ten sam schemat: wielkie hasła o nowej epoce finansów, napływ drobnych uczestników, medialna gorączka, a potem gwałtowny spadek i opowieść, że zawiedli ludzie, nie sam model. To wygodny mit, bo pozwala branży zaczynać ten sam cykl od początku.
Czy czas na zakaz?
Jeśli tak właśnie wygląda bilans, to może pora postawić pytanie, które jeszcze niedawno wydawało się radykalne, a dziś brzmi po prostu rozsądnie: czy nie powinniśmy zacząć mówić o zakazie kryptowalut? Nie tylko o ostrzejszym nadzorze, lecz o realnym ograniczeniu infrastruktury tego rynku: zakazie kantorów stacjonarnych i internetowych, zakazie działania giełd kryptowalut, obowiązku ujawniania i ścisłej regulacji posiadania takich aktywów oraz o takim opodatkowaniu zysków z krypto, które odbierze temu sektorowi atrakcyjność spekulacyjnego kasyna. Jeżeli coś nie służy gospodarce, za to regularnie służy scamom, przestępczości i hazardowi, to pytanie nie brzmi już, jak „oswoić" kryptowaluty. Pytanie brzmi: dlaczego w ogóle mamy dalej tolerować ich obecność?


Komentarze