Sejmowa Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej przyjęła sprawozdanie z prac nad wstępnym wnioskiem o postawienie prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu. Za przyjęciem dokumentu zagłosowała Koalicja Obywatelska wraz z częścią koalicjantów; komisja wnosi o pociągnięcie prezesa NBP do odpowiedzialności konstytucyjnej. Przeciw byli posłowie Prawa i Sprawiedliwości, partii, która powołała Glapińskiego na urząd w 2016 roku i ponownie w 2022. Wiceszefowa komisji Iwona Arent i poseł Paweł Szrot nazwali na konferencji prasowej tę decyzję rozliczeniem politycznym.
Sprawozdanie niczego jeszcze nie przesądza. Komisja przygotowała materiał pod głosowanie całego Sejmu, a dopiero Sejm zdecyduje, czy sprawa trafi do Trybunału Stanu, jedynego organu uprawnionego do sądzenia najwyższych urzędników państwa za naruszenie konstytucji lub ustaw przy wykonywaniu funkcji. Wstępny wniosek złożono w marcu 2024 roku, a komisja pracowała nad nim od maja 2024. Sprawozdanie przyjęła stosunkiem 11 głosów do 8 przy 2 wstrzymujących się (Wprost), a o wyniku na sali plenarnej przesądzi postawa mniejszych klubów koalicji.
Trybunał Stanu rozpatruje odpowiedzialność konstytucyjną osób pełniących najwyższe funkcje publiczne, w tym prezesa NBP, za naruszenie konstytucji lub ustawy w związku z zajmowanym stanowiskiem. Sprawozdanie komisji sejmowej to etap przygotowawczy, nie wyrok ani akt oskarżenia.
Koalicja rządząca przedstawia wniosek jako rozliczenie za inflację, która w latach 2022 i 2023 obniżyła realną wartość pensji i podniosła raty kredytów. Pytanie, kto zapłacił za tamte lata, jest uzasadnione, ale odpowiedź nie prowadzi do jednego gabinetu. Szok cenowy przyszedł z rynków energii i żywności i uderzył w cały region, a to, jak mocno odczuły go polskie gospodarstwa domowe, zależało od konstrukcji rynku kredytowego i od osłony, jaką dało im państwo. Na żadną z tych rzeczy prezes NBP nie miał decydującego wpływu.
Za co ma odpowiadać Glapiński
Komisja podtrzymała osiem zarzutów (money.pl). Część z nich dotyczy postawy samego prezesa i sposobu kierowania bankiem. Konstytucja w art. 227 zakazuje prezesowi NBP działalności politycznej, a komisja zarzuca Glapińskiemu wywiady dla tygodnika “Sieci”, wizyty na Nowogrodzkiej i zatrudnianie w banku osób związanych z PiS. Pozostałe zarzuty z tej grupy to jednoosobowe interwencje walutowe w marcu 2022 roku, podjęte bez uchwały zarządu i bez dokumentacji, utrudnianie pracy Radzie Polityki Pieniężnej i zarządowi przez blokowanie dostępu do protokołów, wprowadzenie w błąd ministra finansów zapowiedzią wpłaty 6 mld zł z zysku NBP przy prognozowanej stracie 17,8 mld zł (ostatecznie strata wyniosła 20,8 mld zł) oraz kwartalne nagrody dla prezesa, uznane za obejście ustawy o NBP.
Najcięższy zarzut dotyczy jednak polityki pieniężnej z czasów pandemii. Wiosną 2020 roku NBP obniżył stopy niemal do zera i zaczął skupować na rynku wtórnym obligacje skarbowe oraz papiery Polskiego Funduszu Rozwoju i Banku Gospodarstwa Krajowego; w latach 2020 i 2021 kupił ich za około 144 mld zł. Z tych pieniędzy finansowano tarcze antykryzysowe, w tym subwencje PFR wypłacane firmom pod warunkiem utrzymania zatrudnienia. Komisja uznała ten skup za pośrednie finansowanie deficytu, zakazane przez art. 220 konstytucji, a osobny zarzut mówi, że Rada Polityki Pieniężnej nigdy prezesa do niego właściwie nie upoważniła, bo powoływana uchwała z 2008 roku była zbyt ogólna.
Z perspektywy lewicy ten sam skup był jedyną w ostatnich dekadach sytuacją, w której polski bank centralny faktycznie użył swojej siły, żeby chronić miejsca pracy, choć wierzyciele państwa woleliby oszczędności budżetowe. Podobnie postąpiły w tym samym czasie Europejski Bank Centralny i amerykańska Rezerwa Federalna. Skazanie prezesa NBP za taki skup zostawiłoby precedens wymierzony w każdy przyszły rząd, który w kryzysie zechce finansować zatrudnienie zamiast cięć.
Kolejny zarzut mówi, że NBP prowadził politykę wbrew celowi inflacyjnemu. Komisja wskazuje dwa momenty: kontynuowanie skupu aktywów w 2021 roku, gdy inflacja już rosła, i obniżki stóp we wrześniu i październiku 2023 roku, na kilka tygodni przed wyborami parlamentarnymi. Tych drugich trudno nie łączyć z kalendarzem wyborczym, choć to one jako pierwsze obniżyły raty kredytobiorców. Pierwszy moment wymaga szerszego kontekstu. Przez większą część 2021 roku NBP przekonywał, że inflacja ma charakter przejściowy, i nie podnosił stóp. Według Eurostatu inflacja w Polsce rosła wtedy od 4,1 proc. w czerwcu do 8,0 proc. w grudniu, a powyżej 10 proc. weszła dopiero w marcu 2022 roku, już po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. NBP podniósł stopy pierwszy raz w październiku 2021 roku, kilka miesięcy przed Fed (marzec 2022) i dziewięć miesięcy przed EBC (lipiec 2022), które również uznawały inflację za przejściową, a do września 2022 roku podnosił je jedenaście razy, aż do 6,75 proc. Ustawa o NBP każe bankowi utrzymywać stabilny poziom cen, ale też wspierać politykę gospodarczą rządu, o ile nie koliduje to z celem nadrzędnym. Bezrobocie w Polsce w 2022 roku wynosiło według Eurostatu około 3 proc., jeden z najniższych wyników w Unii, mimo szoku energetycznego. Szybsze i ostrzejsze podwyżki nie obniżyłyby cen gazu i węgla. Podniosłyby raty tych samych kredytobiorców wcześniej, a w kolejce do kosztów ustawiłyby jeszcze ludzi, którzy straciliby pracę. Rządowa narracja chce mieć oba zarzuty naraz: że NBP podnosił stopy za późno i że podwyżki zrujnowały kredytobiorców.
Koalicja Obywatelska broni w tej sprawie neoliberalnego rozumienia niezależności banku centralnego, w którym dobry prezes NBP walczy z inflacją kosztem pracy, a każde odstępstwo od ortodoksji staje się podejrzane. Glapiński jest prezesem łatwym do zaatakowania: konferencje prasowe zamieniał w wiec przeciw opozycji, a jego związki z PiS nie budzą wątpliwości. Ale ustawa o Trybunale Stanu przewiduje, że uchwała Sejmu o postawieniu prezesa NBP w stan oskarżenia zawiesza go w czynnościach, więc postępowanie, które ma bronić niezależności banku, daje większości sejmowej narzędzie do usuwania jego szefa przed końcem kadencji.
Polska na tle regionu
Tezę, że polska inflacja była dziełem jednego prezesa, trudno obronić po spojrzeniu na sąsiadów. Według Eurostatu zharmonizowany wskaźnik cen konsumpcyjnych (HICP) osiągnął w Polsce szczyt 17,2 proc. w lutym 2023 roku. W Czechach, gdzie bank centralny podniósł stopę do 7 proc. już w czerwcu 2022 roku i trzymał ją na tym poziomie do grudnia 2023, inflacja doszła do 19,1 proc. Węgierski bank centralny wywindował stopę bazową do 13 proc., prawie dwa razy wyżej niż NBP, a inflacja na Węgrzech i tak sięgnęła 26,2 proc., najwięcej w Unii. Litwa, Łotwa i Estonia, które jako członkowie strefy euro nie prowadzą własnej polityki pieniężnej, miały szczyty powyżej 22 proc.
| Kraj | Szczyt inflacji HICP | Miesiąc szczytu | Najwyższa stopa banku centralnego |
|---|---|---|---|
| Węgry | 26,2 proc. | styczeń 2023 | 13,00 proc. |
| Estonia | 25,2 proc. | sierpień 2022 | 4,00 proc. (EBC) |
| Litwa | 22,5 proc. | wrzesień 2022 | 4,00 proc. (EBC) |
| Łotwa | 22,0 proc. | wrzesień 2022 | 4,00 proc. (EBC) |
| Czechy | 19,1 proc. | styczeń 2023 | 7,00 proc. |
| Polska | 17,2 proc. | luty 2023 | 6,75 proc. |
| Słowacja | 15,4 proc. | luty 2023 | 4,00 proc. (EBC) |
| Niemcy | 11,6 proc. | październik 2022 | 4,00 proc. (EBC) |
| Hiszpania | 10,7 proc. | lipiec 2022 | 4,00 proc. (EBC) |
| strefa euro | 10,6 proc. | październik 2022 | 4,00 proc. (EBC) |
| Francja | 7,3 proc. | luty 2023 | 4,00 proc. (EBC) |
Dla strefy euro podana jest stopa depozytowa EBC. Od Europy Zachodniej Polska wypada wyraźnie gorzej, ale tak samo wypada cały region. Kraje Europy Środkowej i bałtyckie wydają większą część budżetów domowych na energię i żywność, były silniej uzależnione od rosyjskich surowców i miały szybciej rosnące płace, więc ten sam szok cenowy z 2022 roku uderzył w nie mocniej. Na tym tle polska inflacja i polskie stopy mieszczą się w środku stawki, a czeski przykład pokazuje, że wcześniejsze i wyższe podwyżki nie dały niższego szczytu.
Polska odstawała od reszty kontynentu w czym innym: w tym, jak szybko decyzje banku centralnego trafiały do domowych budżetów. Pod koniec 2021 roku około 97 proc. polskich kredytów mieszkaniowych miało oprocentowanie zmienne, oparte na WIBOR-ze (IWS). We Francji i na Słowacji zmienną stopę miało w tym samym roku mniej niż 3 proc. nowych kredytów hipotecznych; ponad 95 proc. miało ją tylko na Cyprze, Litwie, Łotwie i w Finlandii (ELIAMEP). Czeski kredytobiorca z oprocentowaniem stałym na kilka lat odczuł stopę 7 proc. dopiero przy przeglądzie umowy, a polski już po najbliższej aktualizacji WIBOR-u, czyli w ciągu trzech albo sześciu miesięcy. Taki rynek zbudowały banki komercyjne, którym kredyt o zmiennej stopie pozwala przerzucić całe ryzyko stopy procentowej na klienta. Zmienił się dopiero po szoku: w pierwszym kwartale 2025 roku zmienne oprocentowanie miało już tylko 21 proc. nowych kredytów hipotecznych w Polsce, według danych Europejskiej Federacji Hipotecznej (Comparic).
Państwa różnie chroniły kredytobiorców. Rząd Węgier w grudniu 2021 roku zamroził oprocentowanie kredytów hipotecznych o zmiennej stopie na poziomie z końca października 2021 roku, a różnicę kazał pokryć bankom; zamrożenie było od tego czasu przedłużane wielokrotnie, ostatnio do połowy 2026 roku (Portfolio.hu). Przy stopie bazowej prawie dwa razy wyższej niż w Polsce węgierscy kredytobiorcy ze zmienną stopą płacili raty z jesieni 2021 roku. Polskim odpowiednikiem były wakacje kredytowe z 2022 roku, które pozwalały zawiesić łącznie osiem rat, ale ich wysokości nie zmieniały.
Kto zapłacił, a kto zarobił
Stopa referencyjna NBP utrzymywała się na poziomie 6,75 proc., niewidzianym od ponad dwóch dekad, przez rok. Przy rynku zbudowanym na WIBOR-że rata kredytu mieszkaniowego rosła o kilkaset złotych miesięcznie, czasem o ponad tysiąc. Banki komercyjne zamieniły te same podwyżki w rekordowe wyniki: oprocentowanie kredytów rosło szybciej niż oprocentowanie lokat, a różnica trafiała do akcjonariuszy. Pracownicy odczuli inflację przez pensje, które traciły realną wartość szybciej, niż pracodawcy godzili się je podnosić.
Za politykę pieniężną zapłacili więc ci, którzy nie mieli wpływu na jej kształt: kredytobiorcy, najemcy, pracownicy najemni. Zyskali ci, którym wysokie stopy dają wyższy zwrot z kapitału, przede wszystkim banki i posiadacze dużych depozytów. Sama wysokość stóp słabo ten rozkład wyjaśnia: Czesi mieli wyższe stopy przy łagodniejszym przełożeniu na raty, a Węgrzy jeszcze wyższe przy ratach zamrożonych przez rząd. Zdecydowało o nim to, że w Polsce prawie całe ryzyko stopy procentowej leżało po stronie kredytobiorców, a państwo zdjęło z nich tylko niewielką część.
Formalna niezależność banku centralnego od rządu i Sejmu nie zwalnia z pytania, kto płaci rachunki za decyzje podejmowane w jego imieniu, ale część tego rachunku należy się bankom komercyjnym, które na decyzjach NBP zarobiły. Pieniądze, które kredytobiorcy przelali bankom w 2022 i 2023 roku, da się częściowo odzyskać podatkiem od nadmiarowych zysków sektora bankowego. Wakacje kredytowe uchwalone latem 2022 roku pokazały, że państwo ma narzędzia, żeby przesunąć część ciężaru z gospodarstw domowych na banki, a proces prezesa NBP nie przesunie go niezależnie od wyroku.


Komentarze