Publiczne wysłuchanie kandydatki na szefa nowej instytucji państwowej, Komisji Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji, odbyło się 15 września w gmachu Senatu. Zgłosiła się jedna osoba: Pamela Krzypkowska, wicedyrektorka departamentu GovTech w Ministerstwie Cyfryzacji, wcześniej odpowiedzialna za polski model językowy PLLuM. Do wysłuchania doszło dzięki naciskowi organizacji pozarządowych, które wywalczyły ten zapis, zamiast pozostawiać obsadę wyłącznie decyzji rządu, podejmowanej bez udziału parlamentu. Posłowie ocenili kandydatkę jako kompetentną. Z samej debaty wynikało przy tym, że polskie instytucje dopiero uczą się, jak rozmawiać o regulacji sztucznej inteligencji.
Komisja powstaje na podstawie ustawy z 3 lipca 2026 roku o systemach sztucznej inteligencji, która wdraża unijny AI Act i weszła w życie 11 sierpnia. Przewodniczącego powołuje Sejm za zgodą Senatu, na pięcioletnią kadencję.
Komisja Europejska zapowiedziała w tym samym czasie, w orędziu o stanie Unii, projekt określany jako Kids Act. Dzieci poniżej 13. roku życia nie będą mogły korzystać z mediów społecznościowych w ogóle. Dla trzynasto- i czternastolatków przewidziano „mini-konta" zakładane i nadzorowane przez rodziców, z ograniczonymi funkcjami i limitem czasu. Użytkownikom od 15 do 18 lat platformy będą musiały udostępnić bezpieczniejsze wersje swoich usług.
Najdalej idzie inny zapis: ciężar dowodu ma zostać odwrócony. To operator serwisu miałby wykazać, że jego usługa jest bezpieczna dla nieletnich, zamiast czekać, aż szkodę udowodni mu urzędnik albo rodzic.
Projekt Kids Act dzieli nieletnich na trzy grupy: poniżej 13 lat zakaz kont na platformach społecznościowych, od 13 do 14 lat „mini-konta" nadzorowane przez rodziców, od 15 do 18 lat bezpieczniejsze wersje usług. Regulacja ma objąć także serwisy wideo, gry sieciowe i chatboty AI.
Oba projekty adresują defacto ten sam problem. Duże platformy internetowe i twórcy modeli sztucznej inteligencji projektują systemy rekomendacji i zbierają dane o użytkownikach, a zmiany w tych systemach wdrażają w skali milionów kont bez żadnej zewnętrznej kontroli. O tym, co zobaczy nastolatek przewijający wieczorem kanał w telefonie, decyduje algorytm zaprojektowany w siedzibie korporacji. Parlamenty i rządy dowiadują się o skutkach tych decyzji z opóźnieniem, zwykle wtedy, gdy problem jest już powszechny.
Czas, który dziecko spędza przed ekranem, jest dla platformy przychodem i daje się policzyć. Badacze z Harvard T.H. Chan School of Public Health oszacowali, że w 2022 roku serwisy społecznościowe zarobiły w Stanach Zjednoczonych ponad 11 mld dolarów na reklamach oglądanych przez nieletnich. Sam Instagram wziął z grupy od 13 do 17 lat 4 mld dolarów, TikTok 2 mld, a YouTube 959,1 mln dolarów z reklam docierających do dzieci poniżej 13. roku życia. Autorzy badania wyprowadzili stąd wniosek, że firmy zarabiające na nieletnich nie zregulowały się same i nie zrobią tego bez przymusu.
Koszty społeczne tego czasu też są zmierzone. Duńskie badanie na kohorcie COPSAC, opublikowane w „Journal of the American Heart Association", wykazało, że każda dodatkowa godzina dziennie przed ekranem podnosiła wskaźnik ryzyka kardiometabolicznego o 0,08 odchylenia standardowego u dziesięciolatków i o 0,13 u osiemnastolatków. Około 12 proc. tego związku tłumaczył niedobór snu. Rodzic, który chciałby ten czas ograniczyć, nie dostaje do tego żadnego narzędzia poza ustawieniami zaprojektowanymi przez tę samą platformę, która na nim zarabia.
Państwo, które przez lata neoliberalnie traktowało internet jako przestrzeń samoregulującą się, dopiero teraz tworzy urzędy, kompetencje i przepisy potrzebne do jego nadzoru. Branża, którą ma nadzorować, wydaje w Brukseli na sam lobbing co najmniej 73 mln euro rocznie i jest pod tym względem pierwsza ze wszystkich sektorów, przed bankowością i energetyką. Łączne deklarowane wydatki lobbingowe 173 największych podmiotów sięgnęły w 2026 roku 381,75 mln euro, o blisko 49 proc. więcej niż w 2020. Corporate Europe Observatory, które te dane zebrało, wskazuje, że pieniądze idą przede wszystkim przeciwko przepisom chroniącym prawa cyfrowe: DSA, DMA, AI Act i RODO.
Nowa polska Komisja ds. AI ma dopiero zacząć działać. Sam fakt publicznego wysłuchania kandydatki to precedens, wywalczony przez organizacje społeczne wbrew dotychczasowej praktyce obsadzania stanowisk w administracji. O realnej sile Komisji zdecydują jej budżet i uprawnienia, porównywalne ze skalą podmiotów, które ma nadzorować.
Weryfikacja wieku użytkownika, przewidziana w unijnym Kids Act, wymaga jakiejś formy identyfikacji, dokumentu albo danych biometrycznych. Im dokładniejsza kontrola dostępu do platform, tym więcej danych osobowych trzeba przetworzyć, żeby ją wyegzekwować. Przepis pomyślany jako ochrona dzieci przed korporacjami może rozszerzyć zakres danych, jakie te same korporacje, albo instytucje państwowe działające w ich imieniu, będą mogły zbierać.
W obu sprawach chodzi o to, kto decyduje o infrastrukturze, z której miliony ludzi korzystają codziennie. Przez ostatnią dekadę decydowały o niej zarządy spółek technologicznych, odpowiadające przed swoimi akcjonariuszami. Komisja ds. AI i Kids Act są pierwszą próbą przesunięcia części tych decyzji do instytucji publicznych. O powodzeniu tej próby przesądzi budżet obu instytucji i to, czy utrzymają dystans wobec branży, która na sam lobbing w Brukseli wydaje 73 mln euro rocznie.


Komentarze