Dwa dni przed wyborami parlamentarnymi na Słowacji w 2023 roku w sieci pojawiło się nagranie audio. Głos brzmiący jak lider Progresywnej Słowacji rozmawiał na nim z dziennikarką o kupowaniu głosów. Nagranie było fałszywe, wygenerowane przez AI. Obejrzały je setki tysięcy osób, dementi dotarło do ułamka tej liczby. Progresywna Słowacja przegrała, władzę przejął Robert Fico.
Podobne materiały pojawiły się w Rumunii w 2024 roku, gdzie fałszywe nagrania wideo uderzały w polityków proeuropejskich, w Mołdawii jesienią 2025 roku podczas kampanii parlamentarnej i na Węgrzech, gdzie treści atakujące opozycję publikowały organizacje związane z Fideszem. Według raportu CEE Digital Democracy Watch “The Road to the Ballot”, w 80 procentach krajów, w których w 2024 roku odbywały się wybory krajowe, odnotowano udokumentowane incydenty związane ze sztuczną inteligencją. 69 procent z nich oceniono jako szkodliwe dla procesu wyborczego.
Polska dołącza do tej listy z opóźnieniem, ale już z własnymi przykładami. Ugrupowanie Samoobrona. Odrodzenie opublikowało deepfake “wskrzeszający” Andrzeja Leppera, w którym zmarły polityk deklaruje poparcie dla partii i powtarza teorię spiskową o własnej śmierci. W kwietniu 2026 roku PiS wypuściło animowany spot “Tuskotopia” wygenerowany przez AI. Konfederacja Sławomira Mentzena odpowiedziała filmem, w którym politycy PiS sterują zardzewiałym statkiem podczas sztormu. Poseł PiS Dariusz Matecki zarobił w 2025 roku 156 tysięcy złotych na treściach internetowych, część z nich tworzonych przez AI. Na Facebooku część tych materiałów ma etykietę “treści stworzone przez SI”, na platformie X takich oznaczeń brakuje.
Przepisy już obowiązują, egzekwowania jeszcze nie ma
2 sierpnia 2026 roku w Polsce zaczął obowiązywać unijny AI Act. Nakłada on obowiązek oznaczania treści stworzonych lub przekształconych przez sztuczną inteligencję. Ale obowiązek ten spoczywa na twórcy materiału, nie na platformie, która go rozpowszechnia, a od jego przestrzegania zwolnione są osoby działające w ramach “osobistej działalności pozazawodowej”. Komisja Europejska zawęziła ten wyjątek do aktywności jednoznacznie niekomercyjnej, ale w praktyce to nadal twórca sam ocenia, czy jego post kwalifikuje się jako prywatny, czy polityczny.
2 sierpnia 2026 - AI Act zaczyna obowiązywać w Polsce, wprowadza obowiązek oznaczania treści AI. Listopad 2026 - dopiero wtedy ma ruszyć Komisja Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji (KRiBSI), instytucja uprawniona do nakładania kar za łamanie tych przepisów.
Instytucją, która ma egzekwować te zasady, jest Komisja Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji. Ma zacząć działać i nakładać kary dopiero w listopadzie 2026 roku. Przez kilka miesięcy przepis obowiązuje, ale nikt nie ma narzędzi, żeby wymusić jego przestrzeganie. Państwowa Komisja Wyborcza dotąd w ogóle nie zabrała głosu w sprawie treści generowanych przez AI. Pracuje nad nowelizacją kodeksu wyborczego, ale żaden ze znanych projektów nie odnosi się do materiałów AI w kampanii.
Kto ma zasoby, ten ustawia reguły gry
Skala tego problemu zależy też od tego, jak radzą sobie z nim same platformy, bo to one, nie polskie prawo, faktycznie decydują, co użytkownik zobaczy jako oznaczone, a co jako zwykły post. Meta i YouTube mają algorytmy automatycznie wykrywające i oznaczające treści AI. X oznacza z automatu wyłącznie materiały wygenerowane własnym narzędziem Grok, resztę pozostawia dobrowolnemu oznaczeniu przez autora. To prywatna, jednostronna decyzja firmy należącej do Elona Muska, obowiązująca na platformie, na której krąży spora część polskiej debaty politycznej, w tym część treści posła Mateckiego.
Materiały generowane przez AI są dziś tanie w produkcji, więc do samego stworzenia deepfake’a nie trzeba już dużego budżetu. Przewagę daje co innego: zaplecze do masowej dystrybucji, płatnej promocji i szybkiego zalewania kanałów kolejnymi materiałami, zanim zdąży się do odbiorców przebić dementi. Na Słowacji korekta dotarła do ułamka osób, które obejrzały fałszywe nagranie. Koszt takiej asymetrii ponosi wyborca, który nie ma w czasie rzeczywistym narzędzi do weryfikacji materiału, oraz mniejsi komitety bez budżetu na produkcję i promocję porównywalną z partiami dysponującymi większym zapleczem. Przykład Mateckiego pokazuje dodatkowo, że treści AI stały się dla polityków także źródłem prywatnego dochodu, co zaciera granicę między kampanią a biznesem.
Rozwiązania, które już istnieją gdzie indziej
Korea Południowa wprowadziła zakaz publikowania deepfake’ów dotyczących kampanii wyborczej na 90 dni przed głosowaniem. Indyjska komisja wyborcza wydała partiom politycznym wytyczne dotyczące korzystania z materiałów AI. Polska nie ma ani jednego, ani drugiego.
Stowarzyszenie Demagog, które analizuje tak zwaną slopagandę, czyli manipulację za pomocą masowo generowanych treści AI, wraz z autorami raportu CEE Digital Democracy Watch wskazuje, czego brakuje: jasnych zasad korzystania z materiałów AI w kampanii, jasnego przypisania odpowiedzialności partiom, komitetom wyborczym, platformom, agencjom reklamowym i kandydatom, systemów szybkiej reakcji na wirusowe fałszywki oraz wytycznych ze strony Państwowej Komisji Wyborczej. To nie postulaty ideologiczne, tylko punkty, których brak da się dziś wskazać w obowiązującym prawie.
Do listopada 2026 roku, kiedy KRiBSI ma zacząć nakładać pierwsze kary, obowiązek oznaczania treści AI pozostaje przepisem bez sankcji, a decyzję o tym, co wyborca zobaczy jako oznaczone, podejmują dziś przede wszystkim algorytmy platform zarejestrowanych poza Polską.

Komentarze