Happening pod redakcją wPoznaniu.pl: Nagroda „Pulicera" i oferta pracy w gazetce szkolnej dla Marka Jerzaka

Happening pod redakcją wPoznaniu.pl: Nagroda „Pulicera" i oferta pracy w gazetce szkolnej dla Marka Jerzaka


owi Jerzakowi Nagrodę Pulicera. Literówka w nazwisku amerykańskiego patrona dziennikarstwa nie jest pomyłką. Pasuje do okazji równie dobrze jak sama statuetka.

Na medalu, w miejscu drukarskiej prasy, redaktor znajdzie prasę rolującą do belowania siana. Cała wymowa nagrody mieści się w tym jednym słowie. Powód wyróżnienia wyłożył Adam Jura-Czarnecki. Pochwalił warsztat laureata przez porównanie do Boba Woodwarda. Reporter „Washington Post" przez trzy dekady nie wydał Głębokiego Gardła, najsłynniejszego anonimowego źródła w historii prasy, i obiecał milczeć, dopóki informator żyje. Tożsamość ujawnił dopiero sam informator, Mark Felt, na łamach „Vanity Fair" w 2005 roku, a Woodward jego słowa potwierdził. Jerzak też nie powiedział, kto podsunął mu materiał o Patrycji Bartoszewskiej. Tyle że tu nie było czego chronić ani tropić. Tę samą historię agencja PR pracująca na rzecz kurii rozsyłała po poznańskich redakcjach. Wzięła ją tylko jedna: miejski portal wPoznaniu.pl. A jednak Jerzak nazwał to własnym śledztwem dziennikarskim. Materiał, który agencja PR podrzuciła gotowy, śledztwem nie jest.

Statuetki nie udało się wręczyć. Mimo godzin pracy drzwi redakcji pozostały zamknięte i nikt po odbiór nie wyszedł. Stowarzyszenie Maltańskie Nasz Dom dostarczy nagrodę pocztą. Organizatorzy nie chcieli jednak, żeby talent redaktora się zmarnował, więc rozesłali zapytania do redakcji w całej Polsce. Odpowiedział jeden chętny: Jaś z klasy 6G ze Szkoły Podstawowej w Zalipiu. Chłopak ma zagrożenie z matematyki i nie da już rady prowadzić gazetki „Zalipiański Ekspres", a stołek redaktora naczelnego stoi wolny. Imienną ofertę pracy dla Jerzaka zaprezentowano podczas konferencji. W pakiecie: własne biurko w kąciku sali nr 14, darmowe ksero w bibliotece i herbata z ciastkami na zebraniach redakcji.

Performance był gorzkim żartem, a jego cel organizatorzy nazwali wprost. Tak dziennikarstwa uprawiać nie wolno.

Skąd ta nagroda

W styczniu 2026 roku poznańska kuria sprzedała grunt Osiedla Maltańskiego, ponad 12 hektarów, spółce JHM Development za przeszło 421 mln zł netto. Deweloper zapowiada około 2 tysięcy mieszkań. Na terenie wciąż żyje około 200 rodzin, część od pokoleń. Bartoszewska należy do liderek Stowarzyszenia Maltańskiego Nasz Dom walczącego o domy mieszkańców osiedla.

15 maja wPoznaniu.pl opublikował tekst Jerzaka. Wynikało z niego, że Bartoszewska jako studentka sprzedała odziedziczoną kamienicę przy ul. Kanałowej 10, wycenioną na 8 mln zł, razem z lokatorami. Dziennikarz spotkał się z nią w kawiarni, gdzie nie spodziewała się pytań o przeszłość. Bartoszewska autoryzowała wywiad, ale poprosiła też o sprostowanie i o uzupełnienie rozmowy o dodatkowe źródła. Jerzak odmówił. Dopiero wtedy próbowała wstrzymać publikację. Tekst i tak się ukazał.

Z dokumentów, które Bartoszewska pokazała „Wyborczej", wyłania się obraz inny niż portalowa narracja o „złotym interesie". Kamienicę odziedziczyła po ojcu, którego pochowała jako 22-latka. Sprzedać musiała, bo przyrodni brat zażądał zachowku liczonego od zawyżonej wyceny. Na transakcji nie zarobiła, została z długiem sięgającym 2 mln zł. Lokatorów nie eksmitowała. Robił to dopiero nowy właściciel.

Pięć dni po tekście Jerzaka redakcja epoznan.pl wyjaśniła, dlaczego sama tej historii nie opisała. Materiał przyniósł jej pracownik agencji PR działającej na rzecz kurii, a redakcja, jak zaznaczyła, nie była jedyną, do której te doniesienia trafiły. Dziennikarze uznali, że nie będą częścią zbierania haków na przeciwników wyburzenia osiedla. Tego samego dnia temat podchwycił na Facebooku prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak. Napisał, że miasto „nie będzie napychać kieszeni" liderce stowarzyszenia, i dwukrotnie nazwał ją cwaniakiem. Bartoszewska złożyła przeciwko niemu prywatny akt oskarżenia.

22 czerwca „Gazeta Wyborcza" potwierdziła ten mechanizm i opisała go w całości. Reporterzy dotarli do Jaśkowiaka w jego gabinecie, gdzie na biurku leżało pismo z adnotacją o ustaleniach detektywa na temat Bartoszewskiej. Prezydent przyznał, że w sprawie osiedla spotyka się z ekonomem kurii, księdzem Waldemarem Hanasem.

Czyj to portal

Kapitałowo wPoznaniu.pl prowadzi prosto do ratusza. Połowa udziałów w przedsięwzięciu należy do World Trade Center Poznań, spółki działającej pod tym samym adresem przy ul. Bukowskiej 12, pod którym odbył się dzisiejszy happening. WTC w całości należy do Międzynarodowych Targów Poznańskich, a te od stycznia 2026 roku są w pełni własnością miasta Poznania, które przejęło ostatnie udziały od Skarbu Państwa. Tekst uderzający w Bartoszewską ukazał się więc w portalu z miejskim kapitałem, a prezydent miasta pochwalił go na Facebooku tego samego dnia. Bartoszewska od miesięcy publicznie obciąża miasto i kurię odpowiedzialnością za sprzedaż osiedla razem z ludźmi. Trudno o czystszy motyw.

Głos rodziny

Galę zamknął Marek Bartoszewski, mąż Patrycji. Mówił już bez ironii. Tekst Jerzaka otworzył w jego domu stare rany. Rodzina musiała wrócić do dokumentów schowanych głęboko w szafie i do czasu, który chciała zostawić za sobą. Znowu zobaczył łzy żony, stres i to, jak przestaje wierzyć w samą siebie.

Rykoszetem dostała ich nastoletnia córka. Czternastolatka nie znała tej historii. W szkole pytano ją, co dzieje się z mamą, a odpowiedzi szukała w artykule, który przeczytała w drodze do domu. „Może kiedyś sami byśmy jej o tym opowiedzieli. Nawet to nam odebrano", mówił Bartoszewski. Na koniec zwrócił się wprost do żony. Są z nią wszyscy mieszkańcy osiedla i zrobią wszystko, żeby znów uwierzyła w siebie.

Galeria zdjęć

autorka zdjęć: Lilia Wołłowicz

Regiony: poznan
Redakcja relacje.news
Redakcja relacje.news

Zespół redakcyjny serwisu relacje.news.

Komentarze