Mężczyzna stoi sam pod metalową bramą przy wejściu do zakładu przemysłowego w nocy
Felieton

Głodówka w Solino. Kujawski przemysł czeka na decyzję, której nie ma


W niedzielę wielkanocną przy bramie Inowrocławskich Kopalni Soli „Solino" trwa protest głodowy. Czterech pracowników zastąpiło kolegów, którzy trzy tygodnie wcześniej jako pierwsi odmówili jedzenia. Nie chodzi o podwyżkę ani o jeden kontrakt. Chodzi o to, czy kompleks solno-sodowy na Kujawach w ogóle będzie istniał za kilka lat.

Protest głodowy to forma ostateczna. Ludzie sięgają po nią wtedy, gdy wszystkie inne kanały się zatykają — gdy związki zawodowe nie są słyszane, gdy spotkania z zarządem kończą się na zapewnieniach, gdy pisma do ministerstwa pozostają bez odpowiedzi albo z odpowiedzią, która niczego nie mówi. Głodówka jest krzykiem, na który trudno nie zareagować. A jednak — w Inowrocławiu trwa już trzy tygodnie.

Solino nie jest zwykłą firmą

Kujawskie złoża soli eksploatowane są od ponad stu lat, a infrastruktura wydrążonych kawern solnych pełni dziś funkcje, których nie da się łatwo zastąpić — służy m.in. do magazynowania surowców energetycznych. To zakład o znaczeniu strategicznym, osadzony w regionie, który przez dekady budował swoją tożsamość wokół przemysłu chemicznego i wydobywczego. Pracownicy Solino nie protestują w próżni — protestują w imieniu całej lokalnej struktury zatrudnienia i regionalnej gospodarki, dla której zamknięcie lub degradacja kompleksu oznaczałaby coś więcej niż utratę miejsc pracy.

Czego konkretnie się domagają? Decyzji. Decyzji zapewniających przyszłe funkcjonowanie kompleksu. To znamienne żądanie — nie pensji, nie premii, ale samej pewności co do tego, że zakład będzie działał. Że inwestycje zostaną poczynione. Że nie obudzą się pewnego dnia z informacją o wygaszeniu produkcji.

Państwo, które nie wie, czego chce

Polska nie ma spójnej polityki przemysłowej. Mamy dokumenty strategiczne, mamy konferencje i zapowiedzi, mamy kolejne agencje i fundusze — ale nie mamy odpowiedzi na pytanie, które zakłady, w których regionach i z jakim horyzontem czasowym państwo zamierza utrzymać, rozwinąć lub przekształcić. Decyzje w sprawach strategicznych przedsiębiorstw zapadają najczęściej albo pod presją kryzysu, albo nie zapadają wcale.

W efekcie pracownicy zakładów powiązanych z surowcami, energetyką czy chemią żyją w permanentnym zawieszeniu. Wiedzą, że ich miejsca pracy są zależne od decyzji, które podejmuje ktoś daleko — w zarządzie spółki, w radzie nadzorczej, w ministerstwie — i że te decyzje mogą zapaść bez ich udziału, bez zapowiedzenia, bez planu dla nich i dla ich regionu. Głodówka w Inowrocławiu jest reakcją na tę bezsilność.

Rząd Tuska, który obiecywał nowy jakościowo styl rządzenia, w sprawach takich jak ta zachowuje się przewidywalnie. Kiedy nie ma natychmiastowego kryzysu wizerunkowego, nie ma też pilności. Sprawy pracownicze w regionach przemysłowych nie żyją długo w mediach głównego nurtu, więc i presja polityczna jest słaba. Ministerstwo odpowiedzialne za nadzór właścicielski może sobie pozwolić na przedłużające się milczenie.

W Polsce od lat nie potrafimy rozwiązać prostego równania: jeśli państwo jest właścicielem lub współwłaścicielem strategicznego zakładu, to ponosi odpowiedzialność za jego przyszłość i za ludzi, którzy w nim pracują. Odpowiedzialność ta wymaga czegoś więcej niż corocznego sprawozdania — wymaga planu, który pracownicy mogą zobaczyć i ocenić.

Solidarność naszą bronią

Pracownicy Solino kończą już trzeci tydzień głodówki. Zmieniali się przy bramie, żeby żaden z nich nie stracił zdrowia. Organizowali się, wyznaczali kolejność, dbali o siebie nawzajem. Robili to, co od zawsze robią ludzie, którym odebrano inne narzędzia wpływu. Państwo tymczasem wciąż nie ma dla nich decyzji.

Głodówka w Solino skończy się w którymś momencie — tak jak kończą się wszystkie głodówki. Ale problem, który ją wywołał, zostanie, jeśli państwo nie zdobędzie się na zmianę podejścia do przemysłu. Reaktywne zarządzanie kryzysami kosztuje więcej — ekonomicznie i społecznie — niż planowanie z wyprzedzeniem. Ci czterej mężczyźni w Inowrocławiu nie powinni musieć tego udowadniać własnym zdrowiem.

Regiony: polska
Redakcja relacje.news
Redakcja relacje.news

Zespół redakcyjny serwisu relacje.news.

Komentarze