Uczestniczka protestu Strajku Kobiet w czarnym płaszczu ze świecącą czerwoną błyskawicą na piersi, w tle tłum i transparenty

Europa łagodzi prawo aborcyjne, Polska tkwi w martwym punkcie


Center for Reproductive Rights opublikowało raport, według którego w ciągu ostatnich dziesięciu lat prawo aborcyjne zliberalizowało 21 państw europejskich, a w kolejnych trwają prace nad podobnymi zmianami. Polska stoi w tym zestawieniu na drugim końcu skali: należy do państw o najbardziej restrykcyjnych przepisach na całym kontynencie, gorszych niż w Rosji.

Ograniczenia w ostatniej dekadzie znosiły kraje o bardzo różnych tradycjach prawnych i religijnych, od Irlandii po państwa Europy Środkowej. Reformy wydłużały terminy, w których zabieg jest legalny, znosiły wymóg podawania przyczyny albo usuwały bariery proceduralne, przez które kobieta formalnie miała prawo do świadczenia, ale w szpitalu go nie dostawała. Wspólne dla tych zmian jest to, że przerwanie ciąży coraz częściej trafia do przepisów o opiece zdrowotnej, choć wcześniej było przestępstwem dopuszczalnym tylko w wyjątkowych sytuacjach.

Polska od tego kierunku odstaje. Punktem zwrotnym był wyrok Trybunału Konstytucyjnego z października 2020 roku, który usunął przesłankę dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jako podstawy legalnej aborcji. Od tego czasu legalne przerwanie ciąży w Polsce jest możliwe praktycznie tylko wtedy, gdy zagrożone jest życie lub zdrowie kobiety albo gdy ciąża jest wynikiem przestępstwa. To węższy katalog wyjątków niż w większości krajów Unii Europejskiej i, jak wskazuje raport, węższy niż w Rosji.

Partie, które od 2023 roku tworzą koalicję rządzącą, szły do wyborów z zapowiedziami liberalizacji, w tym z projektami dopuszczającymi przerywanie ciąży do 12. tygodnia. Żaden z tych projektów nie wszedł w życie: prace nad ustawami utknęły w Sejmie, a rozbieżności między ugrupowaniami tworzącymi rząd Donalda Tuska zdjęły temat z agendy legislacyjnej. Koalicjant blokujący zmiany nie ponosi z tego tytułu politycznych kosztów, bo odpowiedzialność rozmywa się między partiami, z których żadna nie chce wziąć na siebie ustawy niepopularnej wśród części elektoratu. Efekt jest taki sam, jak za poprzedniego rządu: przepisy sprzed 2020 roku wciąż nie zostały przywrócone, a przepisy z 2020 roku pozostają w mocy.

Koszty tego impasu ponoszą pacjentki. Kobiety w Polsce, które chcą legalnie przerwać ciążę, wyjeżdżają za granicę, korzystają z aborcji farmakologicznej zamawianej przez organizacje wspierające albo szukają rzadkiego szpitala, w którym uda się wykazać przesłanki ustawowe. Każda z tych dróg oznacza koszty, opóźnienie albo ryzyko prawne, którego nie znają pacjentki w krajach, gdzie dostęp do zabiegu jest uregulowany wprost i bez warunków wstępnych. Lekarze w polskich szpitalach boją się konsekwencji prawnych nawet tam, gdzie ustawa zabieg dopuszcza, więc odsyłają pacjentki między placówkami i przeciągają procedurę do chwili, gdy zagrożenie zdrowia lub życia staje się bezsporne.

Fundacja Widzialne zwołuje na 22 października, w szóstą rocznicę ogłoszenia orzeczenia, protesty pod hasłem „Czerwona kartka za aborcję”. Zgromadzenia mają się zacząć o 18:00 w 17 miastach.

Regiony: polska
Redakcja relacje.news
Redakcja relacje.news

Zespół redakcyjny serwisu relacje.news.

Komentarze