Czarno-białe zdjęcie sali lekcyjnej podczas zajęć anatomii w szkole pielęgniarskiej
Felieton

Edukacja zdrowotna bez zębów


Od 1 września edukacja zdrowotna ma być obowiązkowym przedmiotem w polskich szkołach. Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło to 9 kwietnia jako sukces. Tyle że obowiązkowa będzie — jak wynika z doniesień — tylko część programu. Ta wygodna, niekontrowersyjna, możliwa do przełknięcia przez każdą parafię.

Komponent dotyczący seksualności, zdrowia reprodukcyjnego, antykoncepcji i relacji — czyli właśnie to, czego polska szkoła od dekad nie potrafi rzetelnie nauczyć — albo zostaje wyrzucony, albo przykrojony do rozmiarów, które nikogo nie urazą. Efekt jest taki, że reformy w nazwie nie ma, bo treści, które ją uzasadniały, zniknęły w toku politycznych negocjacji.

To nie jest wypadek przy pracy. To świadomy wybór.

Jak rozmywa się zmianę

Mechanizm jest prosty i dobrze znany. Zapowiada się reformę, która odpowiada na realną potrzebę społeczną — w tym wypadku: na dramatyczne braki w wiedzy młodych ludzi o ciele, zdrowiu seksualnym i relacjach. Następnie reforma wchodzi w fazę konsultacji i koalicyjnych uzgodnień. Na każdym etapie coś z niej odpada. Zostaje szkielet, który można ogłosić jako osiągnięcie, nie ryzykując przy tym żadnych politycznych kosztów.

Szefowa Polski 2050 Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz powiedziała wprost, że ministerstwo oferuje rozwiązanie, które leżało na stole rok temu. Spięcie w koalicji nie jest tu przypadkowym zgrzytam — jest dowodem, że decyzja o okrojeniu programu była polityczna, a nie merytoryczna. Ktoś ustąpił, ktoś wygrał. Przegrali uczniowie.

Wiedza, której szkoła nie daje

Polska młodzież zdobywa wiedzę o seksualności przede wszystkim z internetu, od rówieśników i z mediów społecznościowych. Szkoła od lat wypadła z tej roli. Przedmiot „wychowanie do życia w rodzinie

Regiony: polska
Redakcja relacje.news
Redakcja relacje.news

Zespół redakcyjny serwisu relacje.news.

Komentarze