W czwartek 22 października Sejm odrzucił głosami posłów Partii Razem forsowany przez PSL projekt przywracający wielokadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, choć poparła go większość posłów koalicji, w tym część posłów Polski 2050. Jeszcze tego samego dnia Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz ogłosiła, że odchodzi z Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej oraz z funkcji szefowej Polski 2050: “Odchodzę z rządu Donalda Tuska, bo wartości są dla mnie ważniejsze niż stołki”. W piątek rano jej zastępca Jan Szyszko, wiceminister od grudnia 2023 roku, poprosił premiera o odwołanie.
Donald Tusk powiedział o byłej ministrze, że “jest politycznie bardzo pogubiona”, i zapewnił, że ma dwie kandydatury na zwolnione miejsce. Nazwisko poda po powrocie z Indii, gdzie przebywa z delegacją. W tej odpowiedzi jest cała filozofia kadrowa obecnego rządu: resort, który rozdziela samorządom pieniądze z polityki spójności i z KPO, jest w niej miejscem do obsadzenia z koalicyjnej listy, a pytanie, dlaczego dwie osoby kierujące nim w ciągu doby uznały, że nie da się w nim dłużej pracować, premier zbywa oceną stanu ducha ministry.
Szyszko odpowiedział na to pytanie sam, w oświadczeniu na X. Zaczyna od tego, że “trzeci rok rządzenia jest dla tych obietnic brutalny”, potem pisze o kolesiostwie, którego symbolem ma być “afera szpitalna”, i o tym, że czwartkowe głosowanie posłów koalicji nie było “wypadkiem przy pracy”. Diagnozę formułuje tak: “Problemem tej Koalicji nie jest niekompetencja kadr. Problemem jest zanik politycznego i moralnego kompasu”. Jeśli koalicja nie odnajdzie wartości, na które Polacy głosowali w 2023 roku, to według niego “za rok w Polsce do władzy dorwie się Braun”.
Z lewej strony ta diagnoza jest trafna w pierwszym zdaniu i chybiona w ostatnim. Obietnice, o których pisze Szyszko, nie były w 2023 roku deklaracjami moralnymi; były listą rzeczy do policzenia, od mieszkań i kolejek do specjalistów po pensje w budżetówce, i właśnie dlatego trzeci rok jest dla nich brutalny. Rząd, który od dwóch lat tłumaczy, czego nie dowiózł, oddaje pole każdemu, kto obiecuje ukarać winnych, a skrajna prawica i Grzegorz Braun nie musi niczego dowozić, żeby z tych niedociągnięć korzystać. Kiedy odchodzący wiceminister nazywa tę lukę zanikiem kompasu, przenosi spór z budżetu na charaktery polityków, czyli tam, gdzie koalicja może go przetrzymać wymianą kilku nazwisk. Tusk, zapowiadając dwie gotowe kandydatury, robi dokładnie to.
Szymon Hołownia, założyciel Polski 2050 i szef jej klubu, który po odejściu Pełczyńskiej-Nałęcz ma znów pokierować partią, ogłosił w piątek: “Nigdzie się nie wybieramy, w koalicji jesteśmy, realizujemy postanowienia umowy koalicyjnej, oczekujemy jej realizacji ze strony naszych partnerów”. Liderka odchodzi więc z rządu, bo wartości są ważniejsze niż stołki, a jej partia zostaje w rządzie razem ze stołkami. Wiceminister z tej samej partii ostrzega przed Braunem, a jej założyciel zapewnia, że nic się nie zmieniło. Te dwa stanowiska trudno uzgodnić, i nikt w Polsce 2050 na razie nie próbuje.
Za rachunek zapłacą samorządy. To ten sam resort, który latem 2025 roku przeszedł przez aferę z dotacjami z KPO dla branży HoReCa, po której 68,7% badanych chciało dymisji ministry. Wtedy nie odeszła. Odeszła teraz, po głosowaniu o kadencjach wójtów i burmistrzów, a gminy i powiaty, od których zależy wydawanie funduszy spójności, będą do powrotu premiera z Indii rozmawiać z ministerstwem bez ministry i bez jednego z wiceministrów.


Komentarze