Martwy konar pokryty solą leży na powierzchni słonego jeziora

Dolina śmierci nad Bobrem. Kto odpowie za tysiące ryb w Jeziorze Pilchowickim?


Wędkarze, którzy dotarli nad Jezioro Pilchowickie w ostatnich dniach, opisują obrazy nie do zniesienia. Odsłonięte dno, wszechobecne martwe ryby i zapach, który - jak mówią - jest trudny do opisania. Próbowali ratować co się da: wyławiali ostatnie żywe okazy, zanim i te nie padły. Skala śmiertelności okazała się przytłaczająca.

Bezpośrednia przyczyna jest znana: Tauron, jeden z największych polskich koncernów energetycznych, musiał przeprowadzić remont zapory w Dolinie Bobru. Żeby to zrobić, zbiornik trzeba było opróżnić z wody. Ostatni etap osuszania zbiegł się z falą upałów.

Zbieg okoliczności, czy brak planowania?

Samo osuszanie zbiornika na potrzeby remontu zapory to procedura trudna do zakwestionowania, bowiem stare konstrukcje wymagają konserwacji i modernizacji. Ale harmonogram prac to już inna sprawa.

Ostatni, krytyczny etap osuszania przypadł na środek fali upałów. Tauron planował ten remont z wyprzedzeniem i dysponował odpowiednimi zasobami. Trudno więc uznać letnią fazę osuszania za nieuchronny zbieg okoliczności - to była decyzja, a każda decyzja ma autora. Różnica między masową śmiercią ryb a skuteczną ewakuacją ichtiofauny mogła zależeć właśnie od harmonogramu: od wyboru tygodnia lub miesiąca, w którym ostatecznie opadnie woda.

Wspólne dobro, prywatna decyzja

Jezioro Pilchowickie nie jest własnością Tauronu - jest częścią krajobrazu Doliny Bobru, miejscem połowów, obszarem o wartości przyrodniczej i rekreacyjnej dla całego regionu. Spółka zarządza zaporą i zbiornikiem, ale konsekwencje jej decyzji dotykają wszystkich: wędkarzy, okolicznych mieszkańców, rzeki i jej ekosystemu.

W tej nierównowadze kryje się szeroki systemowy problem. Duże spółki energetyczne podejmują decyzje operacyjne pod presją budżetu i harmonogramu. Środowisko naturalne w tym rachunku jest eksternalią: kosztem, który nie trafia do bilansu spółki, ale spada na otoczenie.

Kto płaci za tysiące martwych ryb? Lokalny ekosystem. Wędkarze. Przyszłe pokolenia, które zastaną zubożoną rzekę. Nie Tauron.

Gdzie był nadzór?

Polska ma rozbudowany system instytucji ochrony środowiska: Regionalnych Dyrektorów Ochrony Środowiska, Inspekcję Ochrony Środowiska, Wody Polskie. Na etapie wydawania pozwoleń i zatwierdzania harmonogramów musiały zapaść decyzje, które dopuściły do obecnej sytuacji.

Albo przepisy okazały się niewystarczające. Albo instytucje nie zadziałały. Albo harmonogram zmienił się w trakcie realizacji bez wymaganych konsultacji środowiskowych. Które z tych wyjaśnień jest prawdziwe - tego jeszcze nie wiemy. Ale katastrofie na taką skalę powinny towarzyszyć pytania o konkretnych urzędników i konkretne decyzje, nie tylko o procedury i regulaminy.

Rachunki, których nie widać w bilansie

Tauron jest spółką, w której znaczący udział ma Skarb Państwa. Ta konstrukcja powinna oznaczać wyższe standardy odpowiedzialności środowiskowej: skoro publiczny kapitał finansuje infrastrukturę, zasady jej eksploatacji powinny być odpowiednio wysokie.

Modernizacja zapory jest potrzebna. Nikt nie kwestionuje konieczności utrzymania infrastruktury energetycznej. Ale inwestycja, której koszty środowiskowe zostały przerzucone na ekosystem i na społeczeństwo, to nie jest inwestycja zakończona sukcesem.

Martwe ryby w Dolinie Bobru to skutek logiki inwestycyjnej, w której ochrona przyrody pojawia się wyłącznie jako pozycja kosztowa do zminimalizowania. Tę logikę można zmienić, wymaga to jednak państwowego nadzoru z prawdziwego zdarzenia i realnej odpowiedzialności spółek za środowisko, w którym działają.

Regiony: polska
Redakcja relacje.news
Redakcja relacje.news

Zespół redakcyjny serwisu relacje.news.

Komentarze